Chcesz wygrać wybory – sprawdź, gdzie głosuje twój wyborca

Miejsce wyboru ma zatem znaczenie. W Krakowie bym takiej nie kupił. W Indiach i owszem... /flickr.com, maistora (CC BY-NC-ND)

ResearchBlogging.org

Dzisiaj ponownie powrót do problemu wyborów i tego, czemu głosujemy tak, jak głosujemy. Praca, o której chcę wspomnieć, opisuje co prawda przypadek wyborców amerykańskich, ale jestem pewien, że ma przełożenie na warunki polskie.

Ballot Box Pictures, Images and Photos

Pytanie, które zadali sobie badacze ze Stanów, brzmi: jak to, gdzie głosujemy, wpływa na nasz wybór? Wyborcy amerykańscy – podobnie, jak w znakomitej większości wyborcy polscy – głosować muszą w ściśle określonych lokalach wyborczych, do których zostali przypisani. Lokale mieszczą się – znowuż, podobnie jak u nas – w różnego rodzaju budynkach użyteczności publicznej. Szkołach, kościołach, osiedlowych świetlicach. Naukowców interesowało, czy wyborcy głosujący w szkole, będą bardziej skłonni popierać  inicjatywy ustawodawcze z zakresu edukacji. Bo przecież wszyscy chcemy wierzyć, że decyzje podejmujemy świadomie i w sposób przemyślany. Indywidualnie. Obiektywnie. Kierując się zdrowym rozsądkiem.

Rzeczywistość jest jednak całkiem inna.

Dziesiątki, a może i setki, firm zajmujących się PRem, promowaniem wizerunku itd., itp., próbuje przekonać kandydatów na różne stanowiska, że ich usługi mają sens. Że można wybory wygrać, budując spójny, merytoryczny obraz kandydata. I za budowę tego obrazu biorą pewnie niemałe pieniądze. Jakąż niespodzianką dla polityków będzie musiała być wiadomość, że czasem miliony wydane na billboardy (nawiasem mówiąc, jedną z najmniej efektywnych form reklamy) są wyrzucane w błoto, podczas gdy olbrzymie znaczenie ma to, w jakim budynku znajduje się lokal wyborczy…

Badacze amerykańscy wykonali dwa eksperymenty. W pierwszym przeanalizowali wyniki wyborów powszechnych w Arizonie w 2000 roku. W czasie wyborów wyborcy mieli możliwość poparcia społecznej inicjatywy (w języku polskim to się nazywa prześlicznie inicjatywą ludową) dotyczącej podniesienia podatków, aby móc zwiększyć nakłady na szkolnictwo. Naukowcy chcieli sprawdzić, czy wyborcy głosujący w lokalach wyborczych umiejscowionych w szkołach byli bardziej skłonni do popierania tej inicjatywy od wyborców głosujących w lokalach umiejscowionych w innego typu budynkach.

56% wyborców głosujących w szkołach poparło tę inicjatywę, w porównaniu z 54% wyborców głosujących w innych lokalach. Badacze przeprowadzili też analizę, która miała uwzględnić różnorodność wyborców w różnych okręgach i wziąć pod uwagę np. różne preferencje polityczne głosujących lub jak daleko od najbliższej szkoły mieszkali. Nawet jednak wprowadzenie dodatkowych restrykcji nie zmienia tej obserwacji: wyborcy głosujący w szkołach byli znacznie bardziej chętni rozstać się ze swoimi pieniędzmi, jeśli miałyby być przeznaczone na rozwój szkolnictwa.

Miejsce wyboru ma zatem znaczenie. W Krakowie bym takiej nie kupił. W Indiach i owszem... /flickr.com, maistora (CC BY-NC-ND)

W drugim eksperymencie badacze postawili wyborców przed wyborem w warunkach kontrolowanych (to już oczywiście nie były wybory powszechne, tylko raczej kwestionariusz pt. jaka jest pani/pana opinia w danym temacie). Badanym zaprezentowano serie obrazków, które mieli oceniać (taka przynęta, żeby nie domyślili się, że wcale nie o to chodzi). Jedna grupa oceniała serię zdjęć ze szkół: klas, szafek szkolnych, boisk, budynków szkolnych. Grupa kontrolna oceniała zdjęcia związane z innymi lokalizacjami i budynkami użyteczności publicznej – budynkami urzędów na ten przykład. Badanych przeegzaminowano też na okoliczność ich stosunku do płacenia podatków, ich preferencji wyborczych, ich podejścia do edukacji oraz tego, czy są rodzicami – gdyż to oczywiście ma znaczący wpływa na decyzję związane z dopłacaniem do szkolnictwa.

W głównej części drugiego eksperymentu badanych poproszono – sugerując, że jest to zupełnie niezależne badanie – o dokonanie wyboru podobnej inicjatywy społecznej, która miała zapewnić wzrost podatków na szkolnictwo. Tym razem różnica była jeszcze większa z 56% osób z grupy kontrolnej głosujących za inicjatywą w porównaniu z oszałamiającymi blisko 64% z grupy oglądającej obrazki szkolne.

Cały ten zestaw zachowań psychologowie tłumaczą torowaniem kontekstowym (z ang. contextual priming). Torowanie polega na wystawieniu osoby badanej na pewne sygnały, wskazówki oddziałujące na podświadomość, które jednak powodują, że dokonujemy później określonych wyborów, zachowując się niemalże jak psy Pawłowa. Wartym jednak, jak zresztą podkreślają na koniec pracy sami autorzy, zaznaczenia faktem jest to, że torowanie bada się najczęściej w ściśle kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Ta praca nie tylko opisuje, jak zaobserwowano nieświadome użycie torowania w rzeczywistości, ale także traktuje to jako punkt wyjścia do dalszych badań (a nie vice versa).

Wnioski płyną z tego takie: jeśli myślicie, że wiecie na kogo zagłosujecie i dlaczego – obudźcie się. Trafi się Wam lokal wyborczy przy cmentarzu i zajadły socjalista pójdzie głosować na Kaczyńskiego. Albo lokal wyborczy w szkole i zagłosujecie na Leppera. Czy jakoś tak.

Berger, J., Meredith, M., & Wheeler, S. (2008). From the Cover: Contextual priming: Where people vote affects how they vote Proceedings of the National Academy of Sciences, 105 (26), 8846-8849 DOI: 10.1073/pnas.0711988105

10 Comments

  1. Eeee, 56% wyborców w porównaniu z 54% to nie jest „znacznie bardziej chętni” ani „olbrzymie znaczenie, w jakim budynku znajduje się lokal wyborczy”. Nadal decydujące znaczenie mają spece od wizerunku :) Którzy zresztą (podobnie jak politycy) dobrze wiedzą, że wyborcy nie kierują się zdrowym rozsądkiem.

    Lubię

    1. Ja jestem słaby ze statystyki, dlatego zawsze jednak odsyłam do prac źródłowych. Ale czytałem ostatnio książkę Richarda Wisemana i zauważyłem, że w badaniach, na które on się powołuje (w przeróżnych dziedzinach, to było 59 sekund, zakres treści tej książki jest dość szeroki), bardzo często za znaczące uważa się już różnice rzędu kilku procent. Podkreślam, że chodzi o badania socjo- i psychologiczne. I polecam zajrzenie do źródła – tam autorzy znęcają się bezlitośnie nad poziomami ufności, wartościami P i tym podobnymi. Skłonny więc jestem przyznać, że jeśli nawet wygląda te 2% (przy 54 i 56) durnie, to jest to kwestia mojego nieumiejętnego podania na talerzu, a nie błędu kucharza.

      No i oczywiście w laboratoryjnej wersji doświadczenia ta różnica wynosi już prawie 10% – a to raczej jest zauważalna różnica?

      Lubię

      1. Oczywiście, zauważalna. Ogólnie nie podważam samego wpływu lokalu na wybór, wręcz zdziwiłoby mnie, gdyby żadnego nie było. Tak tylko się czepiam tego podania na talerzu ;)
        Przy czym to tylko moje odczucie, że takie i siakie przymiotniki nie pasują do dwuprocentowej różnicy; z tego co piszesz, w branży odczucia mogą być inne. I tak teraz myślę, że dla speców od kampanii 2 procent to może być sporo. Chyba budowanie wizerunku polega głównie na sumowaniu takich drobnych różnic (jaki krawat budzi większe zaufanie, jak się uśmiechać, jakie mieć zwierzątko domowe itd).

        Lubię

      1. Ależ przecież to nie jest kwestia opinii lecz odpowiednio uważnego posłuchania tego co człowiek ma do powiedzenia…
        Jarosław ma poglądy bezdyskusyjnie socjalistyczne, chociaż trzeba przyznać, że mniej socjalistyczne niż śp. Lech albo Bogusław Ziętek.

        Lubię

    1. Aj tam, polska język, trudna język i każdemu się może zdarzyć. Ale poprawiłem, panie purysto, i będę się pilnował na przyszłość, bo nie sądziłem, że ktokolwiek tak dokładnie czyta ;P

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s