Myszy już nie boli

ResearchBlogging.org

©Rama (CC-BY)

Wiadomo, że na myszach bada się dużo i to na dziesiątą stronę. Ot, taka fanaberia, bo i rozmnażają się względnie szybko, i łeb im utrącić łatwo, i do tego ssaki i modelowe i tak dalej. Ostatnio sporo nowinek naukowych po badaniach na myszach pod kątem bólu. Aż się łezka w oku kręci, jak się pomyśli o tych cierpiących zwierzakach – zwłaszcza grupach kontrolnych. No ale ktoś musi w końcu nie spać, żeby spać mógł ktoś.

Jakież to więc nowiny? Ano po pierwsze: myszy potrafią sobie same produkować opioidowy środek przeciwbólowy – morfinę! Jak donosi grupa badaczy z Niemiec w niedawnej pracy w PNAS, myszy, którym podano prekursory morfiny, mogą same produkować aktywną formę tego opiatu.

Ludzki mocz zawiera, niemal zawsze, niewielkie ilości morfiny. Nie było jednak do tej pory wiadomo, czy jest ona pochodzenia środowiskowego (ach, my starzy narkomani), czy też jest to morfina endogenna (wyprodukowana przez organizm). Ponadto obecność innego alkaloidu – tetrahydropapaweroliny (THP) – w mózgach gryzoni oraz ludzi prowadziła do spekulacji, że może on być prekursorem endogennej morfiny. Wciąż jednak brakowało dowodów. Aż do teraz.

Niemcy wstrzyknęli myszom znakowane ciężkim wodorem THP oraz inne potencjalne prekursory morfiny, a następnie zbadali zawartość moczu. Myszy, którym wstrzykiwano THP, miały w moczu znakowaną salutarydynę – jeden z produktów pośrednich na ścieżce syntezy morfiny.

Salutarydyna /www.wikipedia.org

Kiedy więc myszom wstrzyknięto znakowaną salutarydynę, w ich moczu znaleziono znakowaną tebainę – kolejny produkt pośredni w tym cyklu. Wstrzknięcie zaś znakowanej tebainy skutkowało produkcją kodeiny, oripawiny oraz morfiny.

Cykl tych eksperymentów pokazuje, jak wygląda ścieżka syntezy morfiny u ssaków. Okazuje się też, że pierwsze jej etapy są inne niż w maku – co sugeruje, że wyewoluowało to rozwiązanie niezależnie u roślin i u zwierząt (surprise, surprise).

No i tak sobie ględzę, ale jak się to ma do cierpiących myszy? Otóż, po tym przydługim wstępie, odpowiedź brzmi: nijak. Naukowcy nie wykryli bowiem śladów morfiny ani we krwi ani w innych tkankach, a to oznacza najprawdopodobniej, że albo zwierzęta morfiny nie produkują w sposób naturalny, albo też nie produkują jej w ilościach wystarczających do uruchomienia receptorów opioidowych. Niemniej już samo odkrycie, że ssaki posiadają możliwość produkcji morfiny – nawet jeśli z tej możliwości nie korzystają – jest już samo w sobie niezwykle ekscytujące.

I co tam ja jeszcze chciałem? Ach, druga nowinka. Druga nowinka to tak zwany młyn na wodę. Tfu! Woda na młyn. Starych, ale jakże jarych wyjadaczy medycyny alternatywnej. Otóż tu popisali się z kolei Amerykanie, którzy próbowali badać, czy akupunktura działa tylko poprzez efekt placebo, jak do tej pory uważano, czy też rzeczywiście coś tam na poziomie fizjologicznym się odbywa.

Zanim jednak przejdę do i dlaczego akupunktura jest taka niebywala, muszę podkreślić, że stwierdzenia o tym, że jest to niepoparta nauką technika wyłudzania pieniędzy, mają bazę w badaniach naukowych – przeprowadzonych bowiem było przez niezależnych badaczy wiele prób i eksperymentów  i wnioski były zawsze takie same: placebo, placebo, placebo. Czego się należało spodziewać, bo miłośnicy akupunktury twierdzą, że leczy ona wszystko – od kataru, przez nadwagę, po chroniczne bóle. A jak wiadomo, jak coś jest do wszystkiego, to zazwyczaj jest do niczego.

Amerykanie twierdzą jednak, że w pewnym wąskim zakresie akupunktura może jednak wywoływać efekty fizjologiczne – czyli po naszemu, cośtam jednak może leczyć, nawet jeśli nie wszystko (tak, ta część nadal jest wyzssana z palca).

Skupili się oni na adenozynienukleozydzie adeninowym, o którym wiadomo, że ma hamujące działanie na centralny układ nerwowy i jest bardzo potentnym neuromediatorem działającym przeciwbólowo. Badanie przeprowadzili wywołując u myszy ból w łapce, następnie wykonując na nich akupunkturę (w zgodny z wszelkimi akupunkturowymi normami sposób, czyli igły były wbijane w punktach, gdzie przecinają się meridiany ciała i energia qi robi cośtam – ja się nie znam, ale ponoć przed badaniem myszy konsultowany był prawdziwy prawdziwy specjalista). Po akupunkturze sprawdzali reakcję myszy na bodźce – ich reakcje były znacznie wolniejsze w ciągu pierwszej godziny po procedurze, sugerując, że ból jest w jakiś sposób uśmierzany. Kontrolę stanowiły znokautowane myszy nie posiadające receptorów adenozyny – te biedactwa reagowały na drażnienie zranionej łapy błyskawicznie.

Jak jednak zbadano biochemię tego procesu? Otóż myszy miały zaimplantowane w łapach w punktach akupunktury mikrodializery – maleńkie urządzenia, które pozwalają na odzyskiwanie z płynów fizjologicznych różnych związków. W ten sposób od zwierząt pobierano próbki w tzw. real-time, a następnie analizowano je pod kątem ilości adenozyny oraz jej sfosforylowanych pochodnych: AMP, ADP i ATP. Wyniki poniżej.

a) Chromatogramy próbek zawierających adenozynę oraz pozostałe nukleotydy pobranych przez, w trakcie oraz po akupunkturze; b i c) w zasadzie to samo, tylko w nieco innej formie./Reprinted by permission from Macmillan Publishers Ltd: Nat. Neurosci., Goldman et al. ©2010

Jak więc widać zwłaszcza poziom adenozyny oraz AMP wzrastał dość dramatycznie po akupunkturze, co może sugerować, że rzeczywiście akupunktura miała z sekrecją tych związków coś wspólnego i w istocie działała w sposób uśmierzający ból.

Jedno z możliwych wytłumaczeń jest dość trywialne, a w dodatku pokrętne w kontekście tego, że akupunktura ma ponoć za zadania leczyć. Badani podejrzewają, że po prostu w trakcie procedury dochodzi do lokalnego zniszczenia tkanek w stopniu wystarczającym, aby uruchomić mechanizm uwalniania dużych ilości adenozyny (jest to proces, który normalnie ma miejsce w organizmie w miejscu dużego uszkodzenia tkanek).

Zanim jednak okrzyknie się akupunkturę techniką o naukowo zweryfikowanej skuteczności, należy zadać sobie pytanie: czy efekty fizjologiczne uzyskiwane w ten sposób są silniejsze niż te wynikające z samego placebo. Czyli – czy przeciwbólowe działanie igieł wkręcanych w nasze łokcie jest większe niż działanie przeciwbólowe naszej psychiki, która mówi nam, że to pomaga. Jeśli efekt kliniczny nie jest od placebo silniejszy, cała dyskusja w kontekście skuteczności akupunktury – chociaż może wyjaśniać jej mechanizm – pozostaje jednak bezprzedmiotowa. Ot i tyle.

Czyli w sumie wyszło, że oszukałem, i jednak myszy też ciągle jeszcze boli, a może nawet boli bardziej, jak się je nokautuje, dźga, parzy i diabli wiedzą, co jeszcze. Takie widać życie gada. Znaczy szczura. Znaczy sami wiecie czego.

Grobe, N., Lamshoft, M., Orth, R., Drager, B., Kutchan, T., Zenk, M., & Spiteller, M. (2010). Urinary excretion of morphine and biosynthetic precursors in mice Proceedings of the National Academy of Sciences, 107 (18), 8147-8152 DOI: 10.1073/pnas.1003423107

Goldman, N., Chen, M., Fujita, T., Xu, Q., Peng, W., Liu, W., Jensen, T., Pei, Y., Wang, F., Han, X., Chen, J., Schnermann, J., Takano, T., Bekar, L., Tieu, K., & Nedergaard, M. (2010). Adenosine A1 receptors mediate local anti-nociceptive effects of acupuncture Nature Neuroscience DOI: 10.1038/nn.2562

Add to FacebookAdd to DiggAdd to Del.icio.usAdd to StumbleuponAdd to RedditAdd to BlinklistAdd to TwitterAdd to TechnoratiAdd to Yahoo BuzzAdd to Newsvine

5 Comments

  1. @Rafał
    Ale skąd ci się te onomatopeje wzięły, to nie mam pojęcia…

    No na przykład „adenozyna” brzmi, jak źle naoliwione zawiasy od drzwi.

    Lubię

  2. Mowia, ze nie ma nic gorszego niz udawany luz. Pomimo, ze w artykule znajduja sie pewne ciekawe informacje, styl w ktorym jest napisany ocenilbym jako irytujaco-denerwujacy. Pseudohumorystyczne wtracenia w nawiasach czy onomatopeje przypominaja mi kiepske prace licealistow lub studentow informatyki, ktorzy nigdy nic poza ksiazkami informatycznymi nie czytali.

    Lubię

    1. Nic nie poradzę na to, że się styl nie podoba. Mogę co najwyżej odesłać do innych, bardziej serio napisanych tekstów na tym blogu. Ale skąd ci się te onomatopeje wzięły, to nie mam pojęcia…

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s