Gdzie Schallerów zastępują satelity

ResearchBlogging.org

George Schaller to podług wielu jeden z najznamienitszych w ostatnim stuleciu biologów pracujących w polu. A badania w plenerze to sprawa niełatwa od zawsze, a nie tylko od momentu, gdy biologia wyniosła się do laboratoriów.

Schaller znany jest ze swoich znakomitych prac nad lwami z Serengeti, gorylami, pandami, tygrysami i innymi wielkimi kotami, ale także nosorożcami i flamingami. Żaden ssak mu się nie oparł (nie żebym twierdził, że flamingi to ssaki, jednak Schaller jest przede wszystkim tym, jak mu tam, ssakologiem – fachowo po polskiemu zwanym teriologiem). Pytanie jednak, jak by sobie poradził, gdyby w kręgu jego zainteresowań znalazły się zwierzęta, których tropem podążać nie tak łatwo, jak wieloryby. Albo żółwie morskie.

Albo samogłowy.

Samogłów (Mola mola) to ryba dość szczególna i nieczęsto w naszej okolicy spotykana. Jest to najprawdopodobniej największa (i zapewne najcięższa) ryba kostnoszkieletowa na świecie, osiągająca przeciętnie do ok. 2 metrów długości i tonę wagi. Odnotowano jednak osobniki mające blisko 3,5 metra i prawie 2,5 tony! Kształtem przypomina większość innych ryb, które przecięto w pół i wyrzucono ogon. Należy jednak zaznaczyć, że pomimo olbrzymich rozmiarów są to zwierzęta łagodne i nie stanowiące zagrożenia dla ludzi.

Najwyraźniej także są bardzo wdzięcznym obiektem do obserwacji i śledzenia. Nie w stylu Schallera jednak. Bo to właśnie jest odpowiedź na moje pytanie: co zrobiłby Schaller, gdyby musiał podążać za rybą. Pewnie to samo, co robią rzesze badaczy na całym świecie – złapał kilka osobników, zaobrączkował i wypuścił, a potem udał się do domu, założył łapcie, nastawił imbryk na herbatę, odpalił komputer i zaczął je śledzić za pomocą satelity.

Śledzenie przemieszczania zwierząt za pomocą satelity ma też tę zaletę, że generuje mnóstwo cudownie kolorowych ilustracji. No i można się rozpisywać na setki stron o tym, co się zobaczyło i zaobserwowało i publikować to na dziesiątą stronę w różnych obskurnych pisemkach poświęconych biologii morskiej. A co! W ręce wpadł mi ostatnio artykuł o śledzeniu samogłowów w zachodnim Pacyfiku. Wrzuciłem hasła śledzenie satelitarne i samogłów w gugla i zaraz mi wyskoczył też wschodni Pacyfik i północnowschodni Atlantyk.

Jak więc wygląda takie śledzenie? Rybę (czy też ssaka, ptaka, gada, czy co jeszcze innego chcemy śledzić) należy najpierw złapać. Następnie nakłada się tzw. tag. W przypadku ptaków mogą to być obrączki na nogę. W przypadku ryb stosuje się tzw. PSAT (z ang. pop-up satellite archival tags, czyli z braku lepszego tłumaczenia: wyskakujące tagi archiwalne). Tagów PSAT jest wiele, wiele rodzajów, ale w ogólności jest to po prostu pojemnik z nadajnikiem GPS oraz baterią. Może też zawierać np. czujniki temperatury czy ciśnienia. Najważniejszą jednak cechą PSAT jest to, że dane są wysyłane bezpośrednio do satelity, co oznacza, że badacze nie muszą śledzonych zwierząt gonić i odławiać, żeby odzyskać tagi – mogą je zostawić do naturalnej dekompozycji.

Tag GPS, sposób zakładania go na samogłowie oraz typowy przykład ilustracji prezentującej zapis podróży osobnika/ źródło: PLoS ONE 4(10): e7351; Sims et al. (CC BY-SA 3.0) ©2009

W pracy świeżo opublikowanej w Journal of Experimental Marine Biology and Ecology badacze nałożyli tagi na 12 osobników samogłowa (Mola mola), a następnie wypuścili je u wybrzeży Japonii i śledzili ich pozycję, a także głębokość, na jakiej pływały i temperaturę otoczenia. Pozwoliło im to doprecyzować, w jakich ekosystemach samogłów czuje się najlepiej, i jakie ekstrema głębokościowe i temperaturowe wytrzymuje. Potwierdzenie znalazła obiegowa opinia o samogłowach – o angielskiej nazwie ocean sunfish (oceaniczna ryba słoneczna; czy coś w ten deseń) – o tym, że ich angielska nazwa pochodzi od zwyczaju polegiwania na powierzchni morza i wygrzewania w słońcu.

Wyniki porównano z pomiarami przeprowadzonymi przez inną grupę badawczą dla osobnika samogłowa z gatunku Mola lanceolatus, który śledzony był w Zatoce Meksykańskiej. No i okazało się, że ten z kolei opalać się nie lubił. Ot, taka ciekawostka.

Widać więc, jak wiele informacji dostarczyć może mała bojka z nadajnikiem. Badacze w opisanej pracy proponują także, aby próbować na podstawie tych danych wyciągać wnioski o dystrybucji i ilości meduz, które są głównym składnikiem diety samogłowa. Wnioskować dalej można i jeszcze więcej na temat i meduz i planktonu i łańcuchów pokarmowych. A wszystko to (niemal) bez ruszania się z fotela. George Schaller prawdopodobnie zielenieje z zazdrości.

Dewar, H., Thys, T., Teo, S., Farwell, C., O’Sullivan, J., Tobayama, T., Soichi, M., Nakatsubo, T., Kondo, Y., & Okada, Y. (2010). Satellite tracking the world’s largest jelly predator, the ocean sunfish, Mola mola, in the Western Pacific Journal of Experimental Marine Biology and Ecology DOI: 10.1016/j.jembe.2010.06.023

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s