Wąglikowy dylemat

Skaningowa mikrografia elektronowa laseczek wąglika (żółte) otaczających małpi erytrocyt (czerwona). Kolory dodane arbitralnie./ za: www.wikipedia.org (dom. publ.)

Blog To Nie Przejdzie wznowił dwa tygodnie temu na krótko dyskusję (niestety nieco już wyświechtaną, bo doszliśmy do punktu, w którym żadna za stron nie cofnie się ani o krok) na temat szczepionki MMR i bezpieczeństwa szczepionek w ogóle. Tymczasem w tym tygodniu przez zachodnie media przetacza się dyskusja znacznie poważniejsza, a związana z zarekomendowaniem rządowi Stanów Zjednoczonych przez National Biodefense Science Board (NBSB) przeprowadzenia dalszych badań nad tym, czy szczepionka przeciw wąglikowi jest bezpieczna dla dzieci.

Skaningowa mikrografia elektronowa laseczek wąglika (żółte) otaczających małpi erytrocyt (czerwona). Kolory dodane arbitralnie./ za: http://www.wikipedia.org (dom. publ.)

Zainteresowanie szczepionką przeciw wąglikowi wzrosło znacznie po pocztowych aktach bioterroryzmu, z których pierwszy miał miejsce zaledwie tydzień po zamachu na WTC w 2001 roku, a w wyniku których zmarło 5 osób, a ucierpiało w mniejszym lub większym stopniu blisko 70. Szczepionka jako taka istniała jednak już wcześniej, a jej przyjęcie było (i nadal jest) wymagane na przykład od wojskowych służących w Afganistanie i Iraku.

Szczepionki nie podaje się jednak dzieciom; nie wiadomo więc jak dziecięcy układ odpornościowy zareagowałby na szczepienie. W sytuacji, gdy jedna czwarta populacji Stanów Zjednoczonych ma poniżej 18 lat, oznacza to, że w przypadku ataku bioterrorystycznego na ten kraj nie będzie wiadomo, czy szczepionka ćwiartce populacji (i to tej najbardziej zagrożonej) pomoże, czy wręcz przeciwnie.

Z drugiej jednak strony atak wąglikiem na dużą skalę pozostaje ciągle w sferze potencjalnych, a nie realnych, zagrożeń. Pytanie więc jest takie: czy warto i czy należy narażać zdrowie dzieci teraz, aby być gotowym na coś, co może nigdy nie mieć miejsca? Czy też lepiej odłożyć to na czas nieokreślony i gdyby tak – odpukać w niemalowane – doszło jednak do ataku, to testować wówczas szczepionkę w biegu?

Pomimo rekomendacji NBSB rząd Stanów Zjednoczonych nie musi podejmować w tej chwili żadnych wiążących decyzji. NBSB zaleciła przyjrzenie się tematowi pod kątem bioetycznym i dopóki ta kwestia nie zostanie przedyskutowana, do żadnych testów nie dojdzie. Pytanie jednak, co uczynią Amerykanie, gdy wreszcie otrzymają zielone światło. Osobiście mam poważne wątpliwości – i gdyby decyzja zależała ode mnie, to pewnie czekałbym na atak (licząc na to, że po prostu nigdy nie nastąpi). Z drugiej strony przed podobnymi problemami będziemy stawać w przyszłości (o ile już nie stajemy) – z tym że nie będą one dotyczyć hipotetycznych aktów bioterroryzmu, ale całkiem realnego zagrożenia naturalnie występującycmi patogenami. Może więc warto przećwiczyć naszą moralność już teraz, jak mawiają Anglosasi grow a pair, przeprowadzić te testy od razu i zacząć się przyzwyczajać do tego, że takich decyzji będzie trzeba podejmować coraz więcej.

6 Comments

  1. Jak wszedzie w przyrodzie, powinna dzialac Red Queen, wiec lepiej byc o krok przed patogenami. Ale liczy sie tez rachunek zyskow i strat. Nie mozemy zabezpieczyc sie przed wszystkimi potencjalnymi zagrozeniami, a przemysl farmaceutyczny ma to do siebie, ze prowadzi dzialanosc biznesowa i potrafi niezle naciskac. W koncu iles tam $ poszlo na opracowanie szczepionki, wiec musza sie zwrocic. Przychylam sie do opcji powyzej: czekanie wychodzi (wyszlo) taniej

    Lubię

    1. Myślę, że o to właśnie chodziło miskom: że w jednorazowym rozrachunku wyszło taniej. Pytanie, jak nam to wyjdzie długoterminowo. Chociaż wiem oczywiście, że poważna epidemia grypy, która rozłoży Europę na amen za dziesięć lat, i uderzy nas po kieszeni poprzez koszty leczenia, straty w produkcji i ogólny spadek produktywności, że o długodystansowych skutkach leczenia powikłań nie wspomnę, taka epidemia w chwili obecnej żadnego rządu nie obchodzi – bo nie ma w Polsce partii, która przetrwałaby tyle czasu u władzy, co oznacza, że jeśli problem będzie – to będzie to problem kogoś innego…

      Lubię

    1. Jakiś czas temu w trakcie okołoherbacianych rozmów w naszym labie mieliśmy dyskusję na temat tego, co wychodzi taniej. Co prawda nie w kontekście szczepionek, ale zasada jest ta sama. Rozmawialiśmy mianowicie o tym, czy lepiej jest myć naczynia ręcznie, czy w maszynie do mycia naczyń. Pewne badania (niewątpliwie sponsorowane przez przemysł maszyń do mycia naczyń) mówią bowiem, że tańsze i bardziej ekologiczne jest stosowanie maszyny. Zużywa ona mniej wody i prądu (bezpośrednio, czy też w porównaniu do gazu zużytego do grzania wody w kranie). Ach, no i naczyń zazwyczaj nie trzeba myć ponownie. Ale możnaby ten rachunek pchnąć jeszcze dalej: zacząć się zastanawiać, ile energii zużywa się, żeby ten prąd wyprodukować, ile węgla na to spalić. A z drugiej strony – ile miejsc pracy produkcja maszyn może zapewnić. I tak dalej, i tym podobne. Pytanie więc, na jakim etapie rachunku należy powiedzieć „stop, dalsze rozważania są bez sensu”.

      Pytanie więc, w którym momencie, gdy mówimy stop, w czasie takich rozważań nad testowaniem szczepionek (wszystkich, nie tylko przeciw wąglikowi), w którym momencie wychodzi to taniej?

      Lubię

  2. To mi pachnie lobbingiem farmaceutycznym. Ja tam swoich dzieciakow na pneumokoki nie szczepiłem, a prawdopodobienstwo pewnie wieksze niz atak wąglikiem. No i pamietam słynną pandemię ptasiej grypy, kiedy prawie cała Unia zakupiła szczepionki, które później wyrzucono, tylko nasza Pani minister się oparła i chwała jej za to :)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s