Cwana strategia flirtu u krabów uca

kraby uca
kraby uca
Kraby uca. /źródło: wiki; Brian679 (CC BY 2.0)

Kraby z rodzaju uca wykształciły bardzo ciekawy zestaw zachowań pozwalający im być bardzo oszczędnymi z wydatkami energii w trakcie rui (czy też jak tam się krabi odpowiednik nazywa). Otóż oczywiście w trakcie zalotów muszą one wykazywać się przed samicami, aby dać wyraz swojej wyższości nad wszystkimi innymi samcami w okolicy. Takie zaloty mogą być jednak bardzo energochłonne. Grupa badaczy z Australii opisała kilka miesięcy temu w piśmie Biology Letters swoje obserwacje zachowań tych zwierząt. Okazało się bowiem, że kraby cwane są i jeśli w okolicy nie ma innych krabów, do których mogłby zostać porównane przez obiekt pożądania, to wówczas starają się mniej!

Tutaj muszę umieścić mały (no, może nie taki mały) wtręt dotyczący tego, skąd się w ogóle bierze ta samcza rywalizacja.

Opowiadałem kiedyś pokrótce o Czerwonej Królowej, ale przypomnę o niej po raz kolejny – bo jest to hipoteza, o której mimo wszystko nie mówi się w szkołach (a przynajmniej nie nazywa się jej po imieniu). Hipoteza Czerwonej Królowej to, w skrócie, jedna z hipotez tłumaczących działanie ewolucji. Jej ideą jest szeroko pojęty wyścig zbrojeń. Czyli: w naturalnym środowisku większość gatunków istnieje w stanie swoistej równowagi z przynajmniej jednym (a najczęściej zapewne ze znacznie większą ilością) gatunkiem, z którym w jakiś tam sposób rywalizuje. Dlatego mówimy na przykład o tym, że na przykład lew jest naturalnym wrogiem antylop – bo jego jestestwo i byt zależy od tego, jak skutecznie na te antylopy poluje, podczas gdy przetrwanie antylop zależy od tego, jak skutecznie mogą przed lwami uciekać.

Łatwo sobie wyobrazić jak taki wyścig zbrojeń mógł tu wyglądać. Antylopy z dłuższymi nogami miały większe szanse na przetrwanie, więc z niskich, świniopodobnych stworzeń (popuszczam dość dowolnie wodze wyobraźni tutaj) wyrosły na piękne, wysokie kopytne. Lwy, aby móc szybciej je ścigać, musiały zatem wyprodukować górę napędzających je mięśni – przydatnych także do walki i zadania szybkiej śmierci ofiarom – więc z małych kotów wyrosły na najdostojniejsze w rodzinie. W odpowiedzi antylopy wysmuklały. W odpowiedzi lwy wyrosły jeszcze bardziej. W odpowiedzi antylopy wyostrzyły zmysły ostrzegające je przed zagrożeniem. W odpowiedzi lwy nauczyły się polować skradając cichcem do swych ofiar. I tak dalej, i tym podobne, i trwać by to mogło do końca świata, do powstania nowych gatunków (albo do wytępienia obu przez człowieka – ale to już nieco inna historia).

To jest taki typowy przykład wyścigu zbrojeń: model ofiara – drapieżnik. Ale modeli jest znacznie więcej. Wielu badaczy podkreśla znaczenie modelu gospodarz – pasożyt. Zaś jednym z najbardziej interesujących modeli opisujących ewolucyjny rozwój wielu gatunków jest wewnątrzgatunkowy wyścig zbrojeń: wojna płci. Przejawem tej ostatniej są oczywiście wielkie – a nieporęczne – ogony pawi, czy chatki altanników.

Pytanie jednak pojawia się takie: gdzie w tym pędzie do przypodobania się samicom znajduje się granica? I czy samice rzeczywiście zawsze wybierają najlepszego samca, czy tylko najlepszego z dostępnych? No i wydaje się – z logicznego punktu widzenia, ale i z życiowych obserwacji – że oczywiście wybór dokonywany jest na podstawie dostępnych informacji, czyli spośród dostępnego materiału. W tej sytuacji dobrze postawić się w sytuacji samca: czy istnieje taka sama potrzeba wypinania piersi i stroszenia piór, gdy jest się w okolicy jedynym samcem? Czy nie lepiej zachować cenną energię na dalsze etapy flirtu, niż na pokaz siły, którego nie ma do czego porównywać?

ResearchBlogging.org

Samce krabów uca przyciągają samice machając do nich swoimi kleszczami. Samice zaś okazują więcej zainteresowania samcom, które potrafią kleszczami machać szybciej. Jest to typowy pokaz siły z przesłaniem: „Popatrz, mam tyle energii, że mogę machać kleszczami, ile tylko zapragnę, a jeśli pojawi się jakiś drapieżnik, przed którym trzeba będzie uciekać lub się bronić, lub jakiś potencjalny obiad, który trzeba będzie ścigać, to i tak będę miał na to wciąż siłę”. Bo jednak machanie takie jest dla krabów bardzo męczące, nie wspominając o tym, że jest to jak wywieszenie transparentu mówiącego: drogi drapieżniku, tutaj jestem. Wcześniejsze badania wykazały właśnie, że kraby machają mniej, gdy na przykład mniej jest dostępnego pożywienia, a także że kraby będące w trakcie flirtu są bardziej narażone na atak drapieżników.

W trakcie zalotów u krabów uca, jak wykazała jedna z autorek publikacji w innej swojej pracy, zagęszczenie samców może dochodzić do blisko 20 na metr kwadratowy, zaś samica potrafi ocenić blisko ćwierć setki, jednego po drugim, pokonując dystanse dochodące do 30 metrów. Jak więc widać mamy tu do czynienia ze sporym stopniem rywalizacji. Aby więc sprawdzić, jak ta rywalizacja wpływa na samce zaaranżowano kontrolowane środowisko do flirtu (aczkolwiek należy tu dodać, że badania prowadzono w plenerze). Zlokalizowano grupy samców (skupiska od 2 do 5 osobników) i usunięto z ich okolicy samice. Następnie umieszczano pojedynczą samicę przed jednym z samców i uwiązywano ją tak, aby nie mogła uciec przed zalotnikiem (kawałek sznurka, gwóźdź i taśma klejąca – info dla ciekawskich; acha, i o ile wiem, na samice ludzkie to raczej nie działa). Wreszcie mierzono intensywność wymachiwania kleszczami w zależności od ilości sąsiadów. Sprawdzono też, jak się ta intensywność zmieniła, gdy sąsiedzi nie byli widoczni wogóle (zamaskowano ich obecność).

Przede wszystkim okazało się, że gdy kraby nie widziały żadnych konkurentów, to częstość wymachiwania kleszczami spadała o 30%. Zaś im większa ilość rywali pojawiała się w okolicy, tym bardziej żwawe stawały się zaloty. Czyli cwane kraby, jak nie było konkurencji, to nie wysilały się specjalnie…

Autorzy podkreślili, że chociaż potwierdza to ich pierwotną hipotezę – i nie ma co ukrywać, jest ona dość logiczna na mój chłopski rozum – to jednak istnieją powody, dla których kraby mogłyby machać zawzięcie cały czas, a nie tylko w obecności innych samców. Jedną z tych przyczyn są bardzo zaburzone proporcje samców do samic u tego gatunku – innymi słowy kraby mogłby się wysilać solidnie cały czas, aby mieć pewność, że uda im się samicę skusić bez względu na okoliczności (to dopiero byłby kosz – odpaść z wyścigu przy braku jakiejkolwiek konkurencji). Inną przyczyną jest to, że tempo machania jest jednak jakimś tam wskaźnikiem zdrowia i sprawności samca i samice mają tendencję do wybierania na partnerów samców, które nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Czyli jednak troszeczkę wybredne są. Niemniej jednak wyraźnie kraby przeprowadziły tu ewolucyjny rachunek zysków i strat i doszły do wniosku, że bardziej im się opłaca nie przemęczać.

Milner, R., Jennions, M., & Backwell, P. (2011). Keeping up appearances: male fiddler crabs wave faster in a crowd Biology Letters DOI: 10.1098/rsbl.2011.0926

5 Comments

    1. Wydaje mi się, że może i owszem. Tu raczej chodzi o to, że tego typu zachowania godowe są bardzo dobrze opisane dla różnych zwierząt, które używają śpiewu przy zalotach, ale niekoniecznie u zwierzaków, które zalecają się w jakiś inny sposób (to znaczy autorzy tak twierdzą – ja nie mam dość oczytania w tym temacie, żeby się autorytatywnie wypowiadać).

      Lubię

  1. Na bezrybiu i krab ryba, jak to mówią. A z tymi lwami i antylopami, to sprawa jest chyba trochę inna. W końcu prawie każde polowanie lwa kończy się sukcesem, więc lew z założenia jest szybszy od antylopy (trzymając się Twojego przykładu). Gdyby działała tu Czerwona Królowa, to musiałby być okres kiedy antylopy są szybsze od lwów, żeby lwy mogły przyspieszyć itd., a tego okresu nie było, bo wtedy lwy polowałyby na co innego. Ew. trzeba by założyć, że lew prewencyjnie przyspiesza z pokolenia na pokolenie, uprzedzając antylopę. A zatem przyspieszanie przez antylopę do niczego nie prowadzi. Antylopa zachowuje się jak indyk Poppera „Skoro lew codziennie poluje na nas, a jeszcze ani razu mnie nie upolował, to czemu tym razem miałoby być inaczej?” Taka antylopa dedukcjonistka :)
    Przy okazji Czerwonej Królowej zwrócono uwagę na to, że tak naprawdę większość organizmów ginie z powodu pasożytów, a nie z „rąk” drapieżników, dlatego tak ważny może być dobór partnera rozrodczego, który wzmacnia materiał genetyczny na poziomie komórkowym. Stąd cały „matching games”, który opisujesz.
    Jest wiele przykładów na różne strategie „matching games”, ale wydaje się, że największe rozmiary przybiera tam, gdzie dymorfizm płciowy jest największy. I ten cały oręż samców kierowany jest przeciw konkurentom, a nie przeciw drapieżnikom. Taki rodzaj ściemy przed samicą „Mam takie poroże, że ledwo przeciskam się przez knieje, bo jestem gość, który niczego się nie boi, nawet wilka”. Wilki oczywiście się z tego śmieją :)

    Lubię

    1. Nie każde polowanie lwa (czy tam innego drapieżnika) kończy się sukcesem. Skądże ci się wziął taki pomysł? Rzuć okiem na ten tekst.

      Przykład był raczej do ilustracji idei wyścigu zbrojeń w ogólności, aniżeli do wyjaśniania szczegółów Czerwonej Królowej. Na to nie starczyłby jeden post, ani dwa, ani zapewne pięć i dlatego stale odsyłam wszystkich zainteresowanych tematem do książki Ridleya (chociaż ma już ona dzisiaj blisko 20 lat, ale i tak pewnie wytłumaczyłaby więcej i lepiej, niż ja potrafię).

      Lubię

      1. Masz rację, zagalopowałem się, mój błąd. W rzeczywistości polowania lwów rzadko przekraczają 40% skuteczności i to w przypadkach współpracy stadnej. Nie zmienia to jednak faktu, że taka skuteczność jest wystarczająca dla podtrzymania populacji lwów i zbytnio nie przetrzebia liczebności antylop, co też odbiłoby się na pogłowiu lwów..

        Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s