nic prostszego na temat

natemat-nicprostszego

Jak zapewne wiele wiernych Czytaczek i wielu entuzjastycznych Czytaczy nic prostszego słyszało, redaktor Tomasz Lis postanowił zaangażować się w dość chyba nowej dla siebie dziedzinie publicystyki internetowej. Serwis naTemat ma być polskim odpowiednikiem przebojowego Huffington Post (przynajmniej przebojowego do momentu sprzedaży koncernowi AOL) – głównie w sposobie zdobywania treści. Część serwisu naTemat , a upieram się przy słowie serwis, gdyż sami główni zainteresowani stronią bardzo od określenia portal, pisana i tworzona ma być przez profesjonalnych (czyt. opłacanych) dziennikarzy. Część zaś ma być treścią blogerską – czyli mniej na dziesiątą stronę sprawdzonych faktów, a więcej może opinii. I dobrze, bo w końcu żyjemy w czasach, gdy każdy ma zdanie na każdy temat, a jeśli nawet nie ma zdania, to po krótkiej wizycie w guglu, wiki czy innym medium może sobie to zdanie wyrobić (albo komuś ukraść, jeden pies).

W okolicach świąt zastanawiałem się właśnie, jak nowy serwis poradzi sobie z pisaniem o nauce. Bo wszystko inne, wydawało się, mieli już zaklepane i załatwione: politykę, lajfstajl, gospodarkę, sport. Jakże miłym zaskoczeniem zatem było otrzymanie maila zapraszającego do współpracy.

Współpracy, której postanowiłem się podjąć, traktując to jako nowe, pasjonujące wyzwanie, przed którym zostałem postawiony w bodaj najodpowiedniejszym momencie mojego życia. A może i nie. Ale tego się nie dowiemy, dopóki serwis nie podziała przez chwilę. Nie oznacza to bynajmniej, że mniej się będzie na blogu działo. Wręcz przeciwnie – treści powinno być tyle samo, albo i więcej (nikt chyba zresztą nie spodziewałby się zniknięcia nic prostszego po ostatnim odpicowaniu bloga oraz nabyciu drogą kupna domeny nicprostszego.pl – wszystko po to, aby było Wam, Czytaczkom i Czytaczom, łatwiej i przyjemniej). Różnica główna polegać będzie, jak sądzę, na tym, że treści o charakterze bardziej esejowatym publikowane będą w pierwszej kolejności w naTemat . Zaś teksty bardziej naukowe pozostaną tutaj. Niemniej z całą pewnością na blogu będą się pojawiać notki przynajmniej informujące o publikacji w naTemat – to ukłon w stronę fanów śledzących bloga przez subskrypcję mailową, gdyż fani korzystający z socjalmediów – fejsa, ćwierka i gieplusa – będą nadal otrzymywać regularne update’y niezależnie od tego, gdzie tekst się pojawi.

Mam nadzieję, że mniej lub bardziej regularni bywalcy nic prostszego podzielą mój entuzjazm dotyczący współpracy z naTemat (także ci, którzy niekoniecznie przepadają za Tomaszem Lisem, bo wiem, że są i tacy – dajcie proszę mnie i innym autorom ten tzw. benefit of the doubt).  I że będziecie mnie dzielnie wspierać niezależnie od tego, jakie harpie się na bloga tymi nowymi ścieżkami dostępu rzucą ;)

12 Comments

  1. Rafale
    z redaktorami na pewno się zagalopowałeś, natomiast to, że recenzenci nie dostają ani grosza – jest rzeczą oczywistą w całym świecie i we wszystkich czasopismach, od „Chrońmy Przyrodę Ojczystą” po „Nature” i „Science”. Czy to dobrze, to inna sprawa. Ale tak było zawsze, niezależnie od tego czy dane czasopismo naukowe jest wydawane przez instytucję państwową (uniwersytet, instytut), organizację pozarządową czy prywatny koncern wydawniczy w rodzaju Springera czy Elseviera. Recenzuje się łatwiej niż pisze samemu (w końcu, jak podaje Pismo, a za nim January W., w oku bliźniego dostrzega się drzazgę, a w swoim nawet belki nie widać) i jakby jeszcze za to płacili, to człowiek by całkiem zarzucił pisanie (aż do własnego wyrzucenia z uczelni) i nigdy nie odmawiał redakcjom recenzji. A tak, jak się nic z tego nie ma, jednak czasem się odmawia, bo najwyższa pora zająć się swoim dorobkiem. Pisanie recenzji jest jednak bardzo czasochłonne. Zaleta jest taka, że być może po ukazaniu się artykułu, już by go człowiek tak dokładnie nie przeczytał, a jako recenzent musi (a przynajmniej powinien). Fakt, że artykuł może się znacznie zmienić w stosunku do oryginalnego manuskryptu właśnie dzięki uwagom recenzenta, nie zmienia tego ostatniego faktu (że artykuł ma się dokładnie przeczytany)

    Lubię

    1. Z redaktorami to chyba zależy. Taki Editor-in-Chief w jakimś mniejszym piśmie to często taki czy inny profesor dorabiający sobie do prestiżu. Ale oczywiście nie mówię o profesjonalnych redaktorach odpowiedzialnych za skład czy korektę…

      Lubię

  2. Rafale – a nie obrazisz się, jak poruszę jeden temat? Moim zdaniem Twoje publikacje w portalach tego typu powinny skutkować otrzymywaniem honorarium. Jeżeli tak się dzieje – sprawa jest w porządku.

    Są różne powody, dla których ludzie piszą coś w internecie. Najogólniej rzecz biorąc celebryci, czy prowadzący jakiś biznes na tym zarabiają (oczywiście często pośrednio i nie zawsze są to jakieś kokosy). Twoje publikacje zwiększą oglądalność portalu, na którym prezentują się wyżej wymienione osoby. Ponieważ nie dostaniesz za to grantu – powinieneś otrzymywać honorarium.

    Zdecydowałem się zamieścić te uwagi motywowany dyskusją o Elselvierze – nie wiedziałem, że redaktorzy i recenzenci nie otrzymują honorarium i strasznie mnie to wkurzyło. Dość tego.

    Lubię

    1. Na razie nie mam nawet jeszcze konta, co składam na karb dużego zainteresowania tematem parówek na portalu… Jak chodzi o resztę – zobaczymy, jak to będzie wyglądało w przyszłości.

      Co do Elseviera – nie wiem, czy się nie zagalopowałem z tymi redaktorami. Ale recenzenci nie otrzymują honorarium na pewno. Wszystko jest raczej na zasadzie symbiozy: ja recenzuję innym, bo inni recenzują mnie. Innymi słowy: wszyscy recenzują, a dutki zbiera wydawca ;)

      Lubię

  3. bardzo dobrze. Szturmować te kanały informacyjne i wyprzeć z nich szamanów, oszołomów, wygadanych ignorantów. O nauce muszą pisać ludzie kompetentni w sposób zrozumiały dla niekompetentnych.

    Lubię

  4. Uważam że to rozwój w dobrym kierunku. O nauce powinni pisać ludzie kompetentni i z lekkim piórem a do takich zdecydowanie się zaliczasz. Nie słuchaj tych, co będą cie wytykać paluchem i mówić że dałeś się skomercjalizować :)
    „Czymam” kciuki. Miau.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s