Jak sobie radzić z odrzuceniem?

rejection

W zeszłym roku popełniłem notkę na temat tego, jak ciężkie jest życie redaktora i jak często dostaje nam się od niezadowolonych autorów – najczęściej nie z naszej winy, a nierzadko i bez dobrego powodu. W tamtym wpisie wyłuszczyłem heksalog autora odpowiadającego na negatywną decyzję z redakcji na temat złożonej pracy. Rady chyba były niezłe, bo notka często gości na salonie w Warsztacie Badacza, którego większość aktywnie publikujących polskich badaczy zapewne zna.

W przypisach w tym zaprzeszłym wpisie (który niezmiennie polecam) zaprosiłem do rzucenia okiem na esej opublikowany w 2007 roku w piśmie Journal of Cell Science. A właściwie eseje, bo tekst pojawił się w dwóch częściach: pierwsza wyjaśniała rodzaje decyzji negatywnych, druga tłumaczyła, jak na decyzję odpowiedzieć. Temat ten powrócił wraz z prześmiesznym (lub przetragicznym, trudno powiedzieć) wpisem na Warsztacie, w którym Emanuel na autentycznym przykładzie pokazał, jak nie należy na negatywną recenzję odpowiadać.

Pomyślałem zatem, że może przydałaby się polska wersja tych esejów – co by naukowym leniwcom oszczędzić trudu. Chociaż obawiam się, że moja wersja nie będzie tak zabawna jak oryginał.

Zacznijmy więc od początku, czyli od tego, kiedy decyzja negatywna jest decyzją negatywną. Bo rodzajów decyzji negatywnych jest bardzo wiele:

  • Decyzja „a dajcież wy nam święty spokój” – taki list przychodzi często bez recenzji, praca jest odrzucana już na etapie oceny redakcyjnej. Jeśli została do recenzji wysłana, w liście pojawi się zwrot pod tytułem „recenzentom podobało się to i owo, ale nie podobało się znacznie więcej”. List zawiera też frazę odsyłającą autorów do bardziej specjalistycznego pisma. Nie należy mylnie sądzić, że pierwszy z tych zwrotów oznacza, że autorzy mają jakąkolwiek szansę w tym periodyku – stwierdzenie, że recenzenci znaleźli w pracy interesujący przecinek, jest tylko niewielką marchewką dołączoną do potężnego batoga. Zasadniczo przesłanie decyzji jest takie, że nie znaczy nie. Z dużym prawdopodobieństwem próba ponownego składania pracy w tej samej redakcji będzie (bardzo źle widzianą) stratą czasu – zarówno autorów, jak i redakcji (recenzentów już raczej nikt nękał ponownie nie będzie).
  • Decyzja „danie nam po prostu nie podeszło” – taka decyzja też raczej nie wróży nic dobrego, ale zostawia promyk nadziei. Najczęściej bowiem mówi: recenzentom podobało się to i owo, ale my (redakcja) nie jesteśmy do końca przekonani. Przekonani jednak możemy być, ale tylko pod warunkiem (i jest to warunek bezdyskusyjny), że autorzy wykonają niniejsze poprawki. I lista poprawek. Wymagane tutaj poprawki są jednak często tytaniczne i nie są rzadkie przypadki, że autorzy decydujący się na ich wykonanie (zamiast wycieczki do innego, bardziej specjalistycznego pisma) marnują na nie na przykład rok. Samemu trzeba się zastanowić, czy jest to warte ryzyka: jeśli bowiem główne wnioski z pracy są nowatorskie, a konkurencja w dyscyplinie duża, to może jednak być lepiej opublikować wyniki w innym piśmie (z odrobinę niższym IFem – bo to rozumie się najczęściej przez zwrot „pismo bardziej specjalistyczne”), ale szybciej – i być pierwszym, który o jakimś fenomenie doniesie. Warto pamiętać, że wiele odkryć wartych Nobla, światło dzienne ujrzało nie w Nature czy Science, ale periodykach z gatunku Rapid Communications in… specjalizujących się w publikacjach raczej szybkich niż doniosłych.
  • Decyzja „na miłość trzeba sobie zasłużyć” – taka decyzja często oznacza, że praca się redakcji podobała. Niestety, nie podobała się z tym czy innych względów recenzentom. To się zdarza nadzwyczaj często: redaktor nie będąc koniecznie specjalistą w wąskiej działce, w której specjalizują się autorzy, i mając tylko ogólne pojęcie o temacie może uważać, że praca jest ciekawa i nowatorska. To, czego jednak nie zauważy – a zauważą to recenzenci – to to, jakich prób kontrolnych brakuje; jakie błędy popełniono przy pobieraniu próbek; gdzie zastosowano nieodpowiedni test statystyczny lub nie zastosowano żadnego tam, gdzie być powinien; gdzie zastosowano błędną nomenklaturę. I tak dalej, i tym podobne. W tym wypadku wysiłek związany z poprawkami może być mniejszy – jest też szansa wyłgać się z niektórych dobrze skonstruowanym argumentem (ale o tym w innym wpisie).
  • Decyzja „gdzie  by tu zacząć?” – bardzo podobna do decyzji „na miłość trzeba sobie zasłużyć”, ale mniej kategoryczna. Redakcji praca podobała się bardzo – nawet bardzo bardzo. Ale wyliczanka recenzentów skutecznie redakcję zniechęciła. Redakcja jednak z chęcią pracy się przyjrzy, jeśli obowiązkowe poprawki zostaną wykonane, a okiem bardziej przyjaznym, gdy wykonane zostaną też poprawki fakultatywne. W wielu wydawnictwach taka decyzja nie jest nawet decyzją negatywną: jest po prostu decyzją nakazującą poprawienie manuskryptu (tzn. że praca jest wciąż w trybie bycie rozpatrywaną). Przy takim liście nie pozostaje nic innego, jak zabranie się do pracy.
  • Decyzja „kto pierwszy, ten lepszy” – bardzo trudna do strawienia przez autorów, niemalże niemożliwa do odwołania się. Oznacza po prostu – ktoś autorów uprzedził i praca straciła aspekt nowatorski. Czasem – ale zaznaczam, że bardzo rzadko – autorzy mogą być w stanie wykazać, że jednak byli pierwsi. Tak stać się może jedynie wówczas, gdy przesłanie pracy zostało błędnie przez redakcję i/lub recenzentów zinterpretowane. A to nie zdarza się często (trudno jest błędnie zrozumieć stwierdzenie, że np. „po raz pierwszy wykazaliśmy, że komórki X w stanie Y wykazują zachowanie Z” – to nie jest poezja, nie ma dziesięciu różnych równie prawdopodobnych interpretacji).
  • Decyzja „stare już nie jare” – wyniki i wnioski opisane przez autorów jako nowe i nowatorskie, przez redakcję i/lub recenzentów uznane zostały za stare wieści. To jest poniekąd odmiana decyzji „kto pierwszy, ten lepszy” i równie trudno się od niej odwołać. Tym trudniej, jeśli w recenzji autorom zapodano publikacje, w których rzeczywiście takie same – lub niezwykle podobne – wnioski i wyniki już opisano.
  • Decyzja „a la Marcinkiewicz” – czyli yes! Yes! Yes! Listy z decyzją akceptującą pracę do publikacji często mogą mieć taki wydźwięk, jakby były decyzjami negatywnymi. Nie są. Przy takiej decyzji należy odczekać kilka minut i przeczytać ją ponownie. Mózgowi czasem zajmuje trochę dłużej zarejestrowanie tego, że wreszcie ktoś naszą krwawicę docenił.

Do tej listy decyzji, jak bym jeszcze dodał co najmniej jedną:

  • Decyzja „nie kochaniem a pracą autorzy się bogacą” – praca redakcji się podobała. Recenzenci poprosili o niewielkie poprawki, które jednak są niezbędne. Redakcja nie nalega na wykonanie specyficznych podpunktów, ale byłoby jej bardzo miło, gdyby autorzy postarali się wykonać je jak najlepiej. To zasadniczo nie jest decyzja negatywna i dlatego na oryginalnej liście (na której nie znajdowały się „decyzje” tylko „rejections”) się nie znalazła. Ale warto wiedzieć, że coś takiego jest i jak wygląda.

Tę wyliczankę w oryginale przeczytać możecie tutaj. Polecam zajrzenie zwłaszcza przez wzgląd na pierwszą połowę eseju, w której autor znakomicie wyjaśnia, dlaczego w ogóle z tymi wszystkimi decyzjami musimy się borykać – bo ileż łatwiej byłoby wyniki publikować bez recenzentów!

Na koniec autor eseju daje badaczom i autorom publikacji jedną ważną radę, pod którą i ja się podpisują obiema ręcami i nożycami. A mianowicie, że na listy z decyzjami nie należy odpowiadać od razu, na gorąco. Nigdy, przenigdy. Jest to zresztą dobra rada życiowa, która nie dotyczy tylko publikacji, ale jakiejkolwiek negatywnej decyzji – reguła kciuka jest tutaj taka, że dobrze jest odpowiedź napisać i zapisać jako szkic, odczekać 24 godziny, a następnie przeczytać raz jeszcze i zastanowić się, czy na pewno chcemy ją wysłać. Jeśli tak – to proszę bardzo. Ale zapewniam Was, że w 99% przypadków na drugi dzień szkic usuniecie i siądziecie do pisania od nowa.

O tym, jak wziąć się do pisania odpowiedzi na negatywną recenzję – w innym wpisie o innym eseju. Chociaż przymiarkę oczywiście mieliście już w moim redaktorskim wylewaniu żali, w postaci autorskiego heksalogu, którego gorąco polecam się trzymać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s