Przeformatuj… nagłówek

źródło: Warsztat Badacza, CC BY 3.0

Po długiej, długiej przerwie Warsztat Badacza powraca w wielkiej formie z de-komentarzem na temat tego, jak przeciętny badacz przeżywa odrzucenie swojej pracy przez pismo naukowe. A wygląda to następująco:

źródło: Warsztat Badacza, CC BY 3.0
źródło: Warsztat Badacza, CC BY 3.0

Emanuelowi bardzo jestem wdzięczny zwłaszcza za wersję angielską, którą to wersję podesłałem dzisiaj kolegom i koleżankom z zespołu mojego oraz pokrewnych. O tym, że emila mojego dostali, wiedziałem, gdy tylko z różnych zakątków naszego biura dochodził mnie donośny chichot. Bo i jest to de-komentarz niezwykle prawdziwy, chociaż my tę sytuację obserwujemy oczywiście z nieco innej perspektywy.

Po namyśle i dyskusji doszliśmy jednak do wniosku, że zwraca on uwagę na problem, który w istocie nie jest już problemem: w dzisiejszych czasach, gdy wszyscy autorzy stosują mniej lub bardziej zaawansowane programy do zarządzania bibliografią, przeformatowanie tejże to jeden klik myszą.

To, co obserwujemy znacznie częściej, to nie referencje sformatowane według wytycznych konkurencyjnego periodyka, o nie. Znacznie, znacznie częściej – i tutaj proszę uważnych czytelników udzielających się od czasu do czasu w periodykach naukowych o wzięcie sobie tego spostrzeżenia do serca – okazuje się, że autorzy w liście do redakcji (ang. cover letter) po odrzuceniu w innym piśmie nie zmienili jego nazwy na nazwę kolejnego pisma, do którego składana jest praca! Dla redakcji jest oczywistą oczywistością, że praca mogła być wcześniej złożona gdzie idziej – w naszym przypadku w jakimś tam Nature lub Nature Genetics lub PNAS na ten przykład. My się z tym godzimy i rozumiemy to, gdyż nie są nam obce (wbrew temu, co imputują nam niektórzy nieusatysfakcjonowani badacze) bolączki naukowców.

Niemniej jednak oczekiwać chyba może taki biedny redaktor chociaż minimum szacunku – wyrażonego na przykład tym, że list nie jest zaadresowany do konkurencyjnego pisma, a w ekstremalnych wypadkach nawet do redaktora naczelnego w konkurencyjnym periodyku…

Jest jednak de-komentarz Emanuela niezwykle prawdziwy w tym sensie, że większość autorów w istocie rzuca się w ostateczności formatować, czy to bibliografię, czy inne fragmenty pracy. Warto sobie jednak zdać sprawę, że redaktor naukowy na formatowanie bibliografii zwraca niewielką uwagę, jeśli w ogóle. Za to na źle zaadresowany list zwróci uwagę na pewno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s