Occupy Science Street – czyli o dominacji 1%

7998991327_9c5976b0a9_z

Ulubiony statystyk wszystkich medyków powraca z nową publikacją (1): John Ioannidis tym razem przyjrzał się naukowej wydajności mierzonej liczbą prac naukowych publikowanych rocznie przez badaczy.

Ioannidis wychodzi ze słusznego skądinąd założenia, że jednym z najchętniej stosowanych wskaźników produktywności naukowców jest to, ile publikują. Wraz ze współpracownikami Ioannidis przeanalizował dane dotyczące aktywności naukowców ze Scopusa. W okresie między 1996 a 2011 rokiem w bazie tej zindeksowano ponad 15 milionów (sic!) autorów. Okazuje się jednak, że mniej niż 1% – jedynie 150 tysięcy 608 osób – publikowało co najmniej jedną pracę rocznie w całym tym okresie.

Te 150 tysięcy autorów odpowiada za ponad 40% prac opublikowanych w tym okresie. Co więcej, ci badacze opublikowali blisko 90% najbardziej cytowanych prac z tego okresu (zdefiniowanych jako prace z ponad 1000 cytowań). Okazuje się też, że brak publikacji już w zaledwie jednym roku z tego okresu dramatycznie wpływał na znaczenie autora (znowuż: określone poprzez to, jak bardzo dany autor jest cytowany).

7998991327_9c5976b0a9_z
źródło: flickr; Glenn Halog (CC BY_NC)

Autorzy zwracają dość słusznie uwagę na to, jak wielką rzadkością są ci najczęściej publikujący, a zarazem najbardziej cytowani badacze. Jeśli uwzględni się liczbę uczelni na świecie, liczbę wydziałów  instytutów i to, ile każda z tych jednostek zatrudnia osób, które mogą (i powinny) publikować, okazuje się, że 150 tysięcy to wcale nie tak wiele – i że znakomita większość uczelni nie będzie mogła pochwalić się ani jedną taką osobistością!

Oczywiście czynników wpływających na taką ciągłą obecność w literaturze jest wiele: dziedzina, w której badacz pracuje ( w naukach humanistycznych publikowanie raz na kilka lat nie jest rzadkością); etap kariery badacza (doświadczonym kierownikom dużych grup badawczych znacznie łatwiej jest wyprodukować taką liczbę publikacji, niż młodym początkującym badaczom o ograniczonych środkach); dostępność funduszy, aparatury, personelu (te mogą być łatwiej dostępne w niektórych krajach, niektórych ośrodkach badawczych, dla określonych kluczowych dziedzin). I tak dalej, i tym podobne.

Co ciekawe, Ioannidis podsumowuje na koniec próbując zarekomendować pewne działania: sugeruje na przykład, że wybijających się badaczy należy wspierać, ponieważ – jak pokazuje niniejsze badanie – już sama trwała obecność w literaturze jest dla badacza znaczną pomocą, a jednocześnie widać, że rola osób, które są w stanie zapewnić trwały napływ pomysłów i wyników, w rozwój nauki jest nieoceniona. Tu mam pewne wątpliwości: nie jestem bowiem do końca przekonany, czy badacze, którzy regularnie publikują, osiągają interesujące, przełomowe wyniki dzięki temu, że mogą publikować, czy też mogą publikować dzięki temu, że osiągają interesujące, przełomowe wyniki (bardziej logiczna wydaje mi się druga opcja).

Ioannidis zwraca zresztą uwagę także na zagrożenie związane ze wspieraniem takich osób: grozi to tym, że wspierane będą głównie badania idące w już rozpoznanych kierunkach, a tłamszone będą badania nowatorskie, innowacyjne, nietypowe i niesztampowe. Tutaj z kolei całkowicie się z nim zgadzam – zawsze z wielką ostrożnością powinno się decydować o wspieraniu tylko badaczy podążających tylko wyklepanymi ścieżkami. Tak, mają oni większą szansę na mały, ale wymierny sukces. Nie powinniśmy jednak zapominać, że największe odkrycia naukowe często bywają dziełem nieprzewidzianego (z definicji) przypadku (2).

Przypisy:

1. Ioannidis JP, Boyack KW, & Klavans R (2014). Estimates of the continuously publishing core in the scientific workforce. PLoS ONE, 9 (7) PMID: 25007173

2. Z tym, że chciałbym tutaj podkreślić, że to filozoficzne zakończenie nie jest do końca podsumowaniem moich poglądów: osobiście wierzę raczej w naukę działającą poprzez serię małych sukcesów, raczej niż pojedynczych wielkich odkryć. Progres oczywiście wydarza się obiema drogami – różnica polega na tym, że tę pierwszą możemy lepiej zaplanować (co w świecie, w którym liczymy każdego wydawanego grosza, nie jest bez znaczenia). Mimo wszystko jednak dobrze jest od czasu do czasu dać szansę marzycielom – bo może się okazać, że jednym szybkim odkryciem rozwiążą problem, z którym seria małych sukcesów walczyłaby latami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s