Źródło zarazy zidentyfikowane laboratoryjnie

Mikrografia elektronowa cząsteczek wirusa Ebola otaczających chorą komórkę./źródło: flickr; NIAID, NIH (CC BY 2.0)

Od ośmiu miesięcy w Afryce szaleje zaraza choroby wywoływanej przez groźnego wirusa Ebola [1]. Pierwsza praca naukowa na ten temat pojawiła się na długo przed wybuchem prawdziwej epidemii w Sierra Leone, która obecnie rozprzestrzeniła się na kolejne afrykańskie kraje, oraz wybuchem medialnej gorączki, która rozprzestrzeniła się na kolejne kraje zachodnie. W kwietniu prestiżowy periodyk medyczny, The New England Journal of Medicine, opublikował wstępny raport [2] opisujące pierwsze wypadki choroby w Gwinei.

10 marca szpitale oraz jednostki zdrowia publicznego w Guéckédou oraz Macencie zostały zaalarmowane przez Ministerstwo Zdrowia Gwinei, a dwa dni później także przez Lekarzy Bez Granic, o dziwnych lokalnych wybuchach niezidentyfikowanej choroby charakteryzującej się gorączką, krwotokami, wymiotami i bardzo wysoką śmiertelnością. Teraz, gdy od miesięcy w mediach czytamy o objawach choroby wywołanej wirusem Ebola, te objawy mogą wydawać się oczywiste. Warto jednak na wstępie zaznaczyć, że nie są – w Afryce (i nie tylko) istnieje wiele innych wirusów wywołujących gorączki krwotoczne i nie wszystkie one są tak groźne i tak śmiertelne jak Ebola.

W połowie marca w obu rejonach miała już miejsce hospitalizacja kilkunastu osób, z których kilkoro zmarło; do tego doliczyć trzeba było także zgodny wśród rodzin i przyjaciół hospitalizowanych chorych. W ciągu zaledwie tygodnia od pierwszych alarmów próbki krwi chorych wysłane zostały do europejskich laboratoriów w Lyonie i Hamburgu, w celu identyfikacji wirusa.

Badacze dokonali sekwencjonowania wirusa wyizolowanego z krwi 20 pacjentów: określili dokładną kolejność nukleotydów w wirusowym RNA. Następnie wykonali tzw. analizę filogenetyczną: porównali sekwencje między sobą, aby określić ich stopień pokrewieństwa, a także kolejność w jakiej się pojawiały. Pozwoliło im to znaleźć pacjenta zero: pierwszy potwierdzony przypadek zarażenia wirusem, od którego rozpoczęła się cała epidemia. Był to dwulatek z wioski Meliandou w Guéckédou, u którego pierwsze objawy pojawiły się drugiego grudnia 2013 roku, a który zmarł cztery dni później. Od niego zaraziły się następnie i zmarły jego siostra, matka, babka, pielęgniarka oraz miejscowa położna. Stąd choroba zaczęła się rozprzestrzeniać już bardzo szybko do kolejnych wiosek i kolejnych regionów.

Mikrografia elektronowa cząsteczek wirusa Ebola otaczających chorą komórkę./źródło: flickr; NIAID, NIH (CC BY 2.0)
Mikrografia elektronowa cząsteczek wirusa Ebola otaczających chorą komórkę./źródło: flickr; NIAID, NIH (CC BY 2.0)

Oczywiście w kwietniu, gdy publikowane były wyniki tej analizy, chociaż zagrożenie Ebolą było realne w rejonie, nikt nie podejrzewał, że choroba rozprzestrzeni się na sąsiednie kraje i że zarazi się nią ponad dwa tysiące osób. Pacjenta zero nie nazywano jeszcze wówczas pacjentem zero – to określenie pojawiło się po raz pierwszy w mediach dopiero w kilka tygodni temu, gdy zaraza w Sierra Leone, Liberii i Gwinei szalała już w najlepsze, a pierwszy przypadek zarejestrowano także w Nigerii.

Waga tego typu analiz jest jednak nie do przecenienia: dokładne opisanie ciągle zmieniającego się genomu wirusa izolowanego od kolejnych pacjentów pozwolić może na rozpoznanie, w jakim kierunku zmierza epidemia, jak rozwija się wirus, na szybsze znalezienie leków mogących go powstrzymać. Stąd też tak istotna jest praca opublikowana dwa dni temu w magazynie Science opisująca genomy 99 izolatów wirusa Ebola pochodzących od 78 pacjentów z Sierra Leone [3].

Badacze porównali te sekwencje także z 20 wyprodukowanymi w trakcie poprzednich epidemii wirusa w Afryce [4]. Z porównania wynika, że trzy ostatnie epidemie wirusa, tegoroczne w Sierra Leone oraz Gwinei, a także epidemia w Kongo w latach 2007-2008, pochodzą z tego samego źródła, z którego wyłoniły się w tym samym czasie, prawdopodobnie około 10 lat temu. Nasuwa się tutaj zatem dość zasadny wniosek: że pierwotne zarażenia pacjentów zero były odzwierzęce, i że jakiś lokalny gatunek – prawdopodobnie małp – może być naturalnym rezerwuarem wirusa [5].

Jest publikacja w Science wyjątkowa z jeszcze innego, bardzo poruszającego powodu. Osobiste adnotacje w pracach naukowych zdarzają się bardzo rzadko. Kiedyś pisałem o badaczach, którzy w pracy dziękowali kapitanowi statku badawczego, którego zimna krew ocaliła ich życie. Znacznie częściej niestety autorzy dziękują innym pośmiertnie – swoim mentorom, kolegom, współmałżonkom.

Podobna adnotacja znajduje się na końcu pracy w Science. Z blisko 60 autorów publikacji bowiem, część pracowała w terenie, zbierając próbki w Sierra Leone. Pięcioro z nich zaraziło się wirusem i nie przeżyło walki z chorobą. W grupie tej znajdował się między innymi jeden z największych na świecie specjalistów od Eboli, Sheik Humarr Khan. I można mieć tylko nadzieję, że ich śmierć nie poszła na marne, a wyniki badań rzeczywiście pomogą nam lepiej zrozumieć wirusa i zapanować nad epidemią.

Przypisy:

1. Jako dysklejmer chciałbym tutaj zaznaczyć, że pomimo tego, że epidemia nie wydaje się przygasać, a WHO kilka dni temu ogłosiło prognozę, że prawdopodobnie chorobą zarazi się 20 tysięcy osób, zanim sytuację uda się opanować, wciąż uważam, że medialna histeria skierowana jest w całkiem nieodpowiednim kierunku – skupiając się często na potencjalnym zagrożeniu dla świata zachodniego (które w rzeczywistości jest niewielkie), zamiast na pomocy, jakiej potrzebują kraje walczące z epidemią.

2. Baize S, Pannetier D, Oestereich L, Rieger T, Koivogui L, Magassouba N, Soropogui B, Sow MS, Keïta S, De Clerck H, Tiffany A, Dominguez G, Loua M, Traoré A, Kolié M, Malano ER, Heleze E, Bocquin A, Mély S, Raoul H, Caro V, Cadar D, Gabriel M, Pahlmann M, Tappe D, Schmidt-Chanasit J, Impouma B, Diallo AK, Formenty P, Van Herp M, & Günther S (2014). Emergence of Zaire Ebola Virus Disease in Guinea – Preliminary Report. The New England Journal of Medicine PMID: 24738640

3. Gire, S., Goba, A., Andersen, K., Sealfon, R., Park, D., Kanneh, L., Jalloh, S., Momoh, M., Fullah, M., Dudas, G., Wohl, S., Moses, L., Yozwiak, N., Winnicki, S., Matranga, C., Malboeuf, C., Qu, J., Gladden, A., Schaffner, S., Yang, X., Jiang, P., Nekoui, M., Colubri, A., Coomber, M., Fonnie, M., Moigboi, A., Gbakie, M., Kamara, F., Tucker, V., Konuwa, E., Saffa, S., Sellu, J., Jalloh, A., Kovoma, A., Koninga, J., Mustapha, I., Kargbo, K., Foday, M., Yillah, M., Kanneh, F., Robert, W., Massally, J., Chapman, S., Bochicchio, J., Murphy, C., Nusbaum, C., Young, S., Birren, B., Grant, D., Scheiffelin, J., Lander, E., Happi, C., Gevao, S., Gnirke, A., Rambaut, A., Garry, R., Khan, S., & Sabeti, P. (2014). Genomic surveillance elucidates Ebola virus origin and transmission during the 2014 outbreak Science DOI: 10.1126/science.1259657

4. Jest świadectwem czasów to, że obecnie technologia pozwala nam w ciągu zaledwie kilku miesięcy zsekwencjonować 100 genomów, nawet jeśli mówimy o prostych genomach wirusowych, podczas gdy z wszystkich poprzednich epidemii istnieje w ich w sumie zaledwie dwadzieścia.

5. Źródłem epidemii w Sierra Leone była kobieta, którą hospitalizowano w Kenemie pod koniec maja. Badania w rejonie potwierdziły jednak, że zaraziła się ona prawdopodobnie od znachora próbującego leczyć chorych w Gwinei. Jest więc epidemia w Sierra Leone, w sensie biologicznym, dalszym ciągiem epidemii w Gwinei, a nie nową zarazą z własnym źródłem.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s