Kolejny medyczny cud gryzie piach

Niesamowitym fenomenem jest to, że podczas gdy wielu z nas burzy się przeciw „substancjom chemicznym” zawartym w pożywieniu czy w lekach, na wzmiankę o tym, że jakiś związek ma pozytywny wpływ na zdrowie (zazwyczaj niewielki, żeby nie powiedzieć, że całkowicie zaniedbywalny), uszy stają nam dęba. Zwłaszcza na zdrowie rozumiane lajfstajlowo – na naszą sprawność fizyczną, na sylwetkę, na wagę. Pisząc na nicprostszego, nauczkę w tej kwestii dostałem raz, po popełnieniu kilka lat temu wpisu na temat kapsaicyny.

Kapsaicyna jest niesamowicie interesującym związkiem, który odpowiada za ostrość różnych potraw. Istnieją pewne dowody też na to, że może zmniejszać wchłanianie tłuszczów przez organizm – nic zatem dziwnego, że ktoś spróbował już sprawdzić, czy podawanie kapsaicyny osobnikom na diecie wysokotłuszczowej może spowodować zmniejszenie przyrostu tkanki tłuszczowej. Niemniej badanie było na szczurach, a same wyniki – co najmniej wstępne. Tamten wpis zakończyłem jednak żartując, że można się ze mną kontaktować na maila w sprawie dostępu do super-odchudzających tabletek. No i doigrałem się.

Na temat żadnego innego chyba wpisu na tym blogu nie otrzymałem więcej korespondencji – która niemal co do jednego sprowadzała się do pytania: za ile mogę sprzedać tabletki kapsaicyny (bo nie wystarczy, żeby odchudzanie było łatwe – musi być jeszcze tanie). Na kilka pierwszych uprzejmie odpowiedziałem, że a. nie mogę, a w ogóle to b. nie polecam. Ale potem przestałem odpowiadać, bo ileż można. No i nauczyło mnie to, że na blogu żartować czasem trzeba z umiarem. A także, że jeśli chodzi o odchudzanie, to każda wzmianka o magicznym związku (koniecznie naturalnym! Bo wszyscy przecież wiedzą, że chemia nie pomoże) wspomagającym zrzucanie nadwagi odbije się po internetach głośnych echem.

Zmodyfikowana genetycznie mysz po lewej jest - koń jaki jest każdy widzi - mocno otyła./www.wikipedia.org (dom. publ.)
Zmodyfikowana genetycznie mysz po lewej jest – koń jaki jest każdy widzi – mocno otyła./www.wikipedia.org (dom. publ.)

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie powinno być zaskoczeniem, że gdy w 2012 roku pismo Nature opublikowało pracę Pontusa Boströma i kolegów, w której opisali odkrycie nowego enzymu wspomagającego spalanie tkanki tłuszczowej – iryzyny – wieść po świecie rozeszła się jak pożar, a różnej maści pro-zdrowotne blogi i portale zaczęły rozpisywać się o cudownych właściwościach tego związku.

Badacze odkryli, że gdy w mysich mięśniach dochodzi do ekspresji czynnika PGC1-α, o którym wiadomo, że reguluje przemiany energetyczne w organizmie i wpływa na zachowanie mięśni podczas ćwiczeń, ekspresji ulega także inny gen – FNDC5. Produkt tego genu jest w komórkach przetwarzany w nieopisany do tej pory jeszcze hormon – iryzynę. Okazało się, że ekspresja iryzyny jest wywoływana właśnie przez ćwiczenia fizyczne. W dodatku niewielkie zwiększenie poziomu tego hormonu we krwi myszy prowadziło do większego zużycia energii przy takiej samej ilości ruchu oraz pożywienia.

Autorzy wnioski z pracy wyciągnęli dość daleko idące, spekulując na temat tego, jak iryzyna może być stosowana u osób z różnego rodzaju problemami metabolicznymi, prowadzącymi do nadwagi, na które nie ma jak na razie innych leków. I nie ma się pewnie co dziwić, że pracę zauważyli nie tylko producenci suplementów – została też spostrzeżona w świecie naukowym i w ciągu trzech lat od publikacji doczekała się ponad 700 cytowań!

Wiele cytowań oznacza, że wiele osób podchwyciło temat i zainteresowało się iryzyną. Wiele z tych badań dotyczyło potencjalnego mechanizmu iryzyny. Dla przykładu, rok temu pismo Cell Metabolism opublikowało pracę badaczy z National Institutes of Health (NIH), którzy pokazali, że drgawki (takie jak mamy, gdy jest nam zimno) stymulują wydzielanie iryzyny. Autorzy spekulowali, że wydzielanie iryzyny w czasie ćwiczeń, wywoływane jest przez ten sam mechanizm – ponieważ także w czasie drgawek nasze mięśnie podlegają regularnym skurczom.

Jednocześnie jednak pojawiają się wątpliwości. Oryginalna publikacja bowiem krytykowana była od samego początku. W sierpniu 2012 roku Nature opublikowało krótką pracę, która przeczyła przynajmniej części wyników. W komentarzu opublikowanym w grudniu 2013 roku w piśmie Adipocyte Harold Erickson z Uniwersytetu w Durham wypunktował pierwotną publikację. Wyjaśnił na przykład, że przeciwciała zastosowane w bardzo ważnych dla całej pracy eksperymentach były niewłaściwe. Katalog firmy, która je produkuje, wprost stwierdza, że nie wiążą się one do pewnych form iryzyny – jednak w oryginalnej pracy zostały zastosowane do jej wykrycia! Po identyfikacji iryzyny jako interesującego kandydata do dalszych badań, autorzy przeprowadzili dalsze testy stosując rekombinowane białko FNDC5. Erickson wskazuje jednak, że zastosowane białko (także nabyte komercyjnie) jest poważnie skróconą wersją, a w dodatku brakujące fragmenty grają w tym białku ważne role. Problemy w pracy zdawały mnożyć się jak króliki.

Dyskusja w którymś momencie przeniosła się do serwisu PubPeer (gdzie badacze mogą anonimowo komentować na temat publikacji – serwis jest obecnie najlepiej znaną platformą oferującą recenzje po publikacji). Na wniosek komentatorów autorzy oryginalnej pracy pokazali więcej danych – zwłaszcza żeby dowieść, że zastosowane przeciwciała rzeczywiście działały w tym przypadku. I chociaż odpowiedź zadowoliła niektórych uczestników dyskusji, inni pozostali nieprzekonani.

Na początku marca w piśmie Scientific Reports ukazała się jednak kolejna praca, której autorem jest między innymi Erickson, która zdaje się całkowicie podważać wyniki oryginalnej publikacji. Ponieważ oryginalne wnioski w dużej mierze zależą od tego, jak dobrej jakości były zastosowane odczynniki, przede wszystkim zaś przeciwciała, autorzy tego nowego raportu sprawdzili, jak specyficzne są komercyjnie dostępne przeciwciała. I okazało się, że niestety przeciwciała, które można by zastosować do wykrycia iryzyny, wykrywają też wiele innych obecnych w osoczu białek.

Raport jest dość techniczny, ale jego wnioski sprowadzają się do stwierdzenia, że konkluzje oryginalnej pracy opisującej iryzynę (a w ten sposób zapewne też i wnioski tych 700 publikacji, które ją cytowały) powinny być traktowane z dużą dozą sceptycyzmu, gdyż prawdopodobnie nie są prawdziwe.

No i opcje są teraz dwie. Erickson z kolegami nie pokazali bowiem, że iryzyna nie jest nowym hormonem, że iryzyna w ogóle nie istnieje, że iryzyna nie wywołuje reakcji fizjologicznych opisanych przez Boströma. Nowa publikacja pokazuje tylko, że nie wiemy, czy to wszystko to prawda. Może się więc okazać, że za rok, dwa, pięć lat, kolejna grupa stosując znacznie bardziej rygorystyczną metodologię udowodni, że iryzyna jest tym wszystkim, za co ją obecnie uważamy. I że może rzeczywiście jest zbawieniem dla nas, leniwych tłuściochów, którzy niespecjalnie lubią chodzić na siłownię.

Będąc urodzonym sceptykiem podejrzewam jednak, że znacznie bardziej prawdopodobna jest opcja druga (a historia nauki uczy nas, że zapewne mam rację): kolejne grupy będą jeszcze tylko bardziej dowodzić, że oryginalne wyniki były błędne, a konkluzje przesadzone. I chociaż nie należy się raczej spodziewać, że Boström zacznie odszczekiwać swoje doniesienia, to można będzie chociaż wymagać, aby wszystkie pro-zdrowotne blogi, serwisy, magazyny (z Men’s Health na czele) sprostowały, że iryzyna jednak cudownym odchudzaczem nie jest.

Obawiam się jednak, że jeśli iryzyna rzeczywiście okaże się być zdrowotnym mitem, nie będzie to wcale oznaczać, że szybko spadnie z piedestału. Raczej, jak kapsaicyna, powracać będzie w kolejnych blogowo-newsowych inkarnacjach.

Przypisy:

ResearchBlogging.org1. Boström, P., Wu, J., Jedrychowski, M., Korde, A., Ye, L., Lo, J., Rasbach, K., Boström, E., Choi, J., Long, J., Kajimura, S., Zingaretti, M., Vind, B., Tu, H., Cinti, S., Højlund, K., Gygi, S., & Spiegelman, B. (2012). A PGC1-α-dependent myokine that drives brown-fat-like development of white fat and thermogenesis Nature, 481 (7382), 463-468 DOI: 10.1038/nature10777

2. Lee, P., Linderman, J., Smith, S., Brychta, R., Wang, J., Idelson, C., Perron, R., Werner, C., Phan, G., Kammula, U., Kebebew, E., Pacak, K., Chen, K., & Celi, F. (2014). Irisin and FGF21 Are Cold-Induced Endocrine Activators of Brown Fat Function in Humans Cell Metabolism, 19 (2), 302-309 DOI: 10.1016/j.cmet.2013.12.017

3. Timmons, J., Baar, K., Davidsen, P., & Atherton, P. (2012). Is irisin a human exercise gene? Nature, 488 (7413) DOI: 10.1038/nature11364

4. Erickson, H. (2014). Irisin and FNDC5 in retrospect Adipocyte, 2 (4), 289-293 DOI: 10.4161/adip.26082

5. Albrecht, E., Norheim, F., Thiede, B., Holen, T., Ohashi, T., Schering, L., Lee, S., Brenmoehl, J., Thomas, S., Drevon, C., Erickson, H., & Maak, S. (2015). Irisin – a myth rather than an exercise-inducible myokine Scientific Reports, 5 DOI: 10.1038/srep08889

Reklamy

3 Comments

  1. Mnie zawsze też ciekawi to, że ludzie jedza warzywka, owoce, różne takie pierdółki, bo się odchudzają. A do tego garśc pigułek – również na odchudzanie. A skład czesto jest taki, ze się włos na głiwie jeży co można spożywać. Może to kwestia mody a nie zdrowego podejścia i chęci jedzenia naprawdę zdrowych posiłków. Ja w każdym razie zawsze staram się wiedzieć co jem, bo nie każdy zwiazek chemiczny zaraz musi psuć na zdrowie.

    Polubienie

  2. Chciałbym tylko powiedzieć, że jedeny co jest potrzebne do odchudzania to ujemny bilans kaloryczny,tzn. jeść mniej (sensownie np. mniej o 300kcal). A do tego tematu chciałbym polecić filmy BBC „the men who make us fat” i „SuperSize Me”
    ]Powodzenia w prowdzniu bloga

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s