Gdzie kończy się dziennikarstwo a zaczyna trolling?

za: www.wikipedia.org; André Karwath aka Aka; ZooFari; (CC BY-SA 3.0) ©2009

W 2013 roku John Bohannon, pracując dla magazynu Science, przeprowadził prowokację mającą na celu wyjawienie, jak kiepskiej jakości są pisma otwartodostępowe. Prowokacja pokazała na pewno tylko jedno – że system recenzji, jakim go obecnie znamy, działa raczej przeciętnie. Wyciąganie wniosków na temat ruchu OA na podstawie danych, które Bohannon zgromadził, byłoby raczej przedwczesne.

Co jednak nie powstrzymało go od wyciągnięcia takich przedwczesnych wniosków. Cała prowokacja była raczej mało przekonywująca i dla Bohannona nie powinna być wcale powodem do dumy. Co także go przed wyrażaniem takiego samozadowolenia nie powstrzymało. O sprawie pisałem wkrótce po publikacji, a także w moim tekście dla Biuletynu EBIB w zeszłym roku.

Zarozumiałe wynurzenia Bohannona w tamtej publikacji nie powinny pozostawić wątpliwości, że jest on po pierwsze arogantem, a po drugie ma wątpliwej jakości kręgosłup moralny. Wczoraj jednak Bohannon powrócił z kolejnym tekstem, który wszystkich mających jeszcze nadzieję, że może jest on rzetelnym dziennikarzem, powinien szybko pozbawić złudzeń.

O co chodzi w najnowszej aferze Bohannona

We środę Bohannona opublikował długi tekst w portalu io9, wyjaśniający na czym polegała jego najnowsza operacja. W skrócie: zgadał się on z kilkoma niemieckimi badaczami i wspólnie sprokurowali badanie pokazujące, że jedzenie czekolady może sprzyjać odchudzaniu. Badanie było wierutną bzdurą, chociaż udział statystyka w całej prowokacji sugeruje, że nie był to jednak bełkot w stylu tego produkowanego przez SCIgen.

Warto zaznaczyć, że publikacja nie została jednak całkowicie wyssana z palca. Współpracownicy Bohannona zrekrutowali do badania 16 ochotników, którzy zostali podzieleni na trzy grupy. Każda z grup musiała następnie przestrzegać określonej diety przez trzy tygodnie, w tracie których badani ważyli się codziennie. Gdy następnie badacze podsumowali wyniki, okazało się, że otrzymali statystycznie znaczący rezultat pokazujący, że osoby na diecie bogatej w czekoladę traciły na wadze najszybciej.

Skąd ten wynik? W badaniu mierzono 18 parametrów u 15 osób – należących do trzech różnych grup. Przy takiej ilości zmiennych nie ma siły, żeby jakiś rezultat nie okazał się statystycznie znaczący. Konspiratorzy spisali to wszystko w jeden manuskrypt, który następnie opublikowali w International Archive of Medicine (aczkolwiek praca została zaakceptowana do publikacji w 20 innych czasopismach).

Chociaż pismo nie znajduje się na niesławnej liście Bealla, to i tak można mieć pewne wątpliwości co do jego jakości: nie jest indeksowane przez Thomsona Reutersa ani PubMed, a na liście członków Rady Redakcyjnej ciężko znaleźć jedno rozpoznawalne nazwisko. To, że Bohannonowi udało się opublikować bubla, nie powinno nas raczej dziwić: pism tzw. drapieżnych istnieje już tyle, że jeśli naprawdę chcemy coś opublikować, to znajdzie się na to sposób. Pytanie tylko, ile warta jest taka praca.

Tym razem jednak głównym celem Bohannona nie były pisma naukowe, ale dziennikarze. Następnym bowiem krokiem prowokacji była promocja pracy: rozesłanie notki prasowej napisanej w taki sposób, aby przykuć uwagę reporterów naukowych na całym świecie. Zadanie trudne raczej nie było: tematy związane z dietą – a także z czekoladą – są zazwyczaj podchwytywane bardzo chętnie. Czekolada pomagająca w odchudzaniu? Do takiego tematu niepotrzebna byłaby nawet podrasowana notka prasowa sprokurowana przez Bohannona.

W krótkim czasie pracę podchwyciło wiele gazet i portali: Daily Star i Irish Examiner, ale też niemiecka wersja Cosmopolitan, niemiecki oraz indyjski Huffington Post, newsowa stacja telewizyjna w Teksasie. Bohannon zaznacza też, że wielu dziennikarzy nie probowało się z nim nawet skontaktować, żeby dowiedzieć się na temat pracy więcej, a ci, którzy jednak się skontaktowali, zadawali pytania raczej ogólnikowe. Ogólnie jednak, biorąc pod uwagę temat pracy, to nie jestem wcale po wrażeniem tego połowu na naiwnych dziennikarzy.

Bohannon kończy filozoficznymi rozważaniami nad tym, jak to dziennikarze tacy jak on pomagają obnażyć kiepską jakość dziennikarstwa naukowego i ocalić nas od pseudonaukowej zagłady. Pytanie jednak jest następujące: czy jest on rzeczywiście naszym naukowym wybawcą?

Dlaczego Bohannona uważam za dziennikarskiego trolla?

Co pokazała ta kolejna prowokacja? Że istnieją na świecie drapieżne pisma naukowe gotowe opublikować pseudonaukę za niewielkie nawet pieniądze. Czyli nic nowego. Oraz że wielu dziennikarzy naukowych nie trudzi się tym, aby zrozumieć notki prasowe i jeśli tylko taka notka jest napisana w wystarczająco seksowny sposób, to z łatwością można ich skusić do pisania na temat badania, nawet jeśli takie badanie jest stekiem bzdur. W tym jednak także nie ma nic nowego.

Co zaś osiągnęła? Poza, oczywiście, uświadomieniem nam, maluczkim, że John Bohannon jest obrońcą uciśnionej ciemnoty, która sama nie jest w stanie zrozumieć, o czym są prace naukowe? Otóż osiągnęła tyle, że do – jak twierdzi Bohannon – 20 milionów ludzi dotarła wiadomość, która dla ich zdrowia, jeśli potraktowana serio (a nie ma powodu, aby nie miała być), może mieć dramatyczne konsekwencje. Nie każdy czytelnik musi mieć pojęcie o biologii, fizjologii, czy medycynie. Nie każdy musi być tą tematyką specjalnie zainteresowany, nie każdy musi mieć też wykształcenie lub trening pozwalający na rozpoznanie naukowej bzdury.

To jednak nie oznacza, że te osoby można bez zastanowienia stawiać w stanie zagrożenia. Pomiędzy zatem moralnie wątpliwymi przesłankami Bohannona, motywacją, którą na pewno nie była troska o nikogo, etycznie podejrzanym procederem rozsyłania fałszywej pracy na prawo i lewo, i lekkomyślnym umieszczeniem w literaturze fachowej pracy, która jest nie tylko bzdurna, ale i groźna, trudno jest mi znaleźć argument na to, że John Bohannon trollem nie jest.

A na koniec kilka tylko przykładów, że w tej opinii nie jestem osamotniony:

6 Comments

    1. Badanie, o którym mowa, opublikowane w Archives of Internal Medicine (obecnie JAMA Internal Medicine) było, po pierwsze, badaniem asocjacyjnym – tzn że pokazało jedynie korelację, a nie związek przyczynowo-skutkowy. Po drugie, było badaniem, w którym uczestnicy sami raportowali, jak często jedzą czekoladę – a także jaką mają dietę. I tu leży pies pogrzebany, gdyż autorzy nie uwzględnili tego aspektu w projekcie badania. A nie można wykluczyć bardzo prawdopodobnej sytuacji, w której osoby z niższym BMI były bardziej szczerze przy podawaniu swojego spożycia czekolady. Osoby z wyższym BMI mogły tę wartość zaniżać chociażby ze wstydu) – w takich okolicznościach badania pokazałoby, że osoby z niższym BMI jedzą czekolady więcej.

      Abstrahując wreszcie od powyższych punktów – badanie nie dotyczyło tego, czy jedzenie czekolady ma związek z chudnięciem, a jedynie tego, jak często czekoladę jedzą osoby z niskim i wysokim BMI. W projekcie badania nie było miejsca na sprawdzenie, jak BMI tych osób się zmienia (i czy się zmienia w ogóle!).

      Lubię

  1. Pomyśleć, że całkiem niedawno trafiłem na jakiegoś bloga fitness, gdzie młode dziewczę rozpisywało się, że coś takiego może pomóc w redukcji tkanki tłuszczowej…

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s