Seralini i GMO – podejście ente

1418963161_43c5607c22_b

Saga Gillesa-Erica Seraliniego zaczęła się trzy lata temu publikacją pracy opisującej badania na szczurach karmionych kukurydzą genetycznie modyfikowaną. Taka dieta miała rzekomo wywoływać u gryzoni raka. Szybko jednak okazało się, że metodologia pracy jest mocno wątpliwa, a wiele osób zarzekało się, że nie powinna być w ogóle opublikowana.

Potem stało się coś dziwnego – pracę z pisma wycofano. Dziwne nie było to dlatego, że praca była poprawna. Dziwne było to dlatego, że decyzja nie została podjęta z powodów merytorycznych – praca miała bowiem nie reprezentować poziomu odpowiedniego dla pisma, w którym się ukazała (dlaczego zatem została w pierwszej kolejności opublikowana pozostaje tajemnicą).

Wreszcie pracę Seralini opublikował ponownie – to też jest fenomen nie do końca jasny, bowiem po oryginalnej publikacji badania zidentyfikowano w nim szkolne błędy. Redakcja kolejnego pisma wzięła jednak oryginalą recenzję za dobrą monetę, ignorując całkiem proces recenzji po publikacji, który tutaj miał miejsce na całego.

Tak więc bubel ten pozostaje jednak w literaturze naukowej i najlepiej zrobilibyśmy, gdybyśmy o nim po prostu zapomnieli (jak o wielu innych bublach, których w literaturze istnieją tysiące). Seralini jednak nie śpi i zapomnieć nam nie daje…

Na początku lipca Francuz powrócił z publikacją w piśmie PLOS ONE. W nowym badaniu Seralini wraz z autorami zmierzyli poziom różnych pestycydów, innych chemikaliów, a także modyfikowancyh genetycznie komponentów w jedzeniu szczurów laboratoryjnych pochodzących od 13 różnych producentów.

Okazało się, że produkty wszystkich marek zawierały ślady pestycydów, metali ciężkich i innych chemikaliów, a także często ich składnikami były różne odmiany roślin genetycznie modyfikowanych – najczęściej tych odpornych na Roundup. Wynik ten nie jest jednak zaskoczeniem – o tym, że taka pasza dla zwierząt laboratoryjnych zawiera wszystkie te elementy wiadomo już od dawna. Badanie nie wykryło też, żeby poziom któregokolwiek związku był niebezpiecznie zawyżony.

W związku z tym, że wszystko to wiadomo od dawna i że Seralini Ameryki swoimi wynikami nie odkrył, sporym zaskoczeniem jest interpretacja tych wyników, którą zaprezentowali autorzy. Ogłosili bowiem, że odkrycie zanieczyszczeń w pokarmie zwierząt laboratoryjnych oznacza, że wszystkie poprzednie badania – zwłaszcza te badające skutki spożywania GMO (a jakże) – są błędne, ponieważ grupy kontrolne także spożywały paszę, w której były śladowe ilości GMO i innych zanieczyszczeń.

Interpretacja jest raczej bzdurna, zaś motywacja Seraliniego – wątpliwa. To, czy niewielka ilość zanieczyszczeń paszy GMO ma jakiekolwiek znaczenie, jest dość łatwo sprawdzić. GMO do produkcji wprowadzono w latach 90’ XX wieku. Jeśli zatem ich śladowa obecność w paszy zwierząt kontrolnych miałaby jakiekolwiek znaczenie, to powinniśmy w tych kontrolnych grupach zaobserwować zmianę fenotypu. Nic takiego jednak nie miało miejsca.

Sprawdziła to zresztą inna grupa, która w zeszłym roku opublikowała znacznie bardziej szczegółowe badanie w piśmie Journal of Animal Science. Badacze z Uniwersytetu Kalifornii w Davis przeanalizowali dane z blisko 30 lat badań na zwierzętach hodowlanych, aby sprawdzić, jak zmieniło się ich zdrowie wraz z wprowadzeniem roślin genetycznie modyfikowanych do ich diety.

Jednak intencje Seraliniego stają się jasne pod koniec pracy: autorzy wyjaśniają wówczas, że implikacją ich wyników jest to, że nie można ufać wynikom historycznych badań, które zalecają stosowanie co najmniej 50 zwierząt w grupach kontrolnych w badaniach nad rakotwórczością. Wyraźnie jest to próbą obrony jego poprzedniej niesławnej pracy, o której wiemy, że zastosowano w niej nietypową odmianę szczurów laboratoryjnych, które są bardziej narażone na występowanie nowotworów, a także że grupy (nie tylko kontrolne) zwierząt były w tym badaniiu bardzo małe.

Eksperci na nowym badaniu Seraliniego nie zostawiają suchej nitki. Profesor Cathie Martin z Centrum Johna Innesa w Wielkiej Brytanii (duży ośrodek badawczy zajmujący się biologią roślin) zwraca uwagę, że badanie, które opisało zwiększone występowanie raka w szczurach Sprague Dawley jest co prawda historyczne – ale opublikowane zostało ponad 40 lat temu, na długo zanim w paszy zwierząt pojawiły się GMO. Co oznacza po prostu tyle, że te problemy zdrowotne tej odmiany z genetycznie modyfikowaną żywnością nie mają nic wspólnego.

Profesor Tamara Galloway z Uniwersytetu w Exeter znalazła w pracy pozytyw – a mianowicie, skomentowała, że jest dość uspokajającym wynikiem to, że poziom zanieczyszczeń w badanych paszach był poniżej ich legalnego limitu.

Dr Nick Plant z Imperial College London zwraca uwagę na to, że chociaż samo badanie jest interesujące (co zresztą zauważyli pozostali komentatorzy), to konkluzja dotycząca nieważności badań historycznych jest mocno wątpliwa.

Kanadyjski badacz, profesor Maurice Moloney podkreśla, że praca jest nieco nieudolną próbą ratowania poprzedniej, wycofanej publikacji. I przytacza następującą analogię:

To tak, jak gdyby drużyna piłkarska, której sędziowie nieustannie nie uznają goli, ponieważ napastnicy znaleźli się na spalonym, postanowiła zakwestionować wszystkie reguły futbolu. Drużyna sądzi bowiem, że jest to skuteczniejsze, niż nauczenie napastników, żeby nie wybiegali przed szereg obrońców przeciwnika.

Seralini ponownie dokazuje też w kwestii nieujawniania własnych konfliktów interestów. Oryginał pracy został rozesłany do dziennikarzy ponad miesiąc temu – w tej wersji autor nie ujawnił, że jego badania są sponsorowane przez francuską firmę Sevene Pharma, która promuje homeopatyczne bzdury i inną pseudonaukę. Redakcja PLOS ONE najwyraźniej wymusiła na autorach ujawnienie tych detali, które znalazły się w ostatecznej wersjii artykułu, dając nam nieco wiecej wglądu w motywację (także finansową) autorów.

6 Comments

  1. Chociaż nie bronię Seraliniego, warto dodać niejasne okoliczności wycofania jego pracy z „Food and chemical toxicology”.
    1) Praca została retraktowna śieżutko po zatrudnieniu „edytora GMO” – prosto z Monsanto.
    2) Co przewija się w „Odpowiedziach na…” ten artykuł – najgłośniej dyskusję z pracą prowadzili dyrektorzy jednostek produkujących… nasiona (choć to praca o onkogenezie u szczurów), powiązani z tą samą firmą siecią układów.
    Szczegóły:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Séralini_affair

    Lubię

      1. Dzięki. O okolicznościach wycofania jego pracy (które też uważam za mętne, co w niczym nie ratuje nędznej jakości samej pracy) pisałem już wcześniej w jednym z linkowanych wpisów.

        Lubię

  2. W ramach uzupełnienia warto dodać, że saga pana Seraliniego związana z GMO zaczęła się dużo wcześniej niż trzy lata temu. Początek „publikacyjny” to rok 2007 od ukazania się pracy rzekomo dowodzącej szkodliwości kukurydzy MON863 (praca finansowana m.in. przez niemiecki oddział Greenpeace).

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s