Pilot doświadczalny czy coś takiego

The Soyuz MS-01 spacecraft launches from the Baikonur Cosmodrome with Expedition 48-49 crewmembers Kate Rubins of NASA, Anatoly Ivanishin of Roscosmos and Takuya Onishi of the Japan Aerospace Exploration Agency (JAXA) onboard, Thursday, July 7, 2016 , Kazakh time (July 6 Eastern time), Baikonur, Kazakhstan. Rubins, Ivanishin, and Onishi will spend approximately four months on the orbital complex, returning to Earth in October. Photo Credit: (NASA/Bill Ingalls)

Dzisiaj wczesnym rankiem z kosmodromu Bajkonur wystartował statek Sojuz niosący załogę czterdziestej ósmej misji do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ISS. Rosjanin Anatolij Iwaniszyn, Amerykanka Kate Rubins oraz Japończyk Takuya Onishi spędzą na okołoziemskiej orbicie najbliższe cztery miesiące.

Niemal dokładnie pięć lat temu program lotów kosmicznych zmienił się dramatycznie. 21 lipca 2011 roku misją STS-135 wahadłowca Atlantis zakończyła się era promów kosmicznych. Z naszego laickiego punktu widzenia znaczy to niewiele: kosmonauci oraz astronauci w kosmos dalej latają w najlepsze. Głównym skutkiem odejścia wahadłowców na emeryturę wydaje się być nieco wymuszona przyjacielska współpraca amerykańskiej oraz rosyjskiej agencji kosmicznej.

W istocie jednak to, że aby dostać się na orbitę wykorzystać możemy obecnie tylko Sojuza, zmieniło bardzo wiele. Wyjaśnia to, mniej lub bardziej wprost, Chris Hadfield w swojej autobiografii Kosmiczny poradnik życia na Ziemi. Sprawa sprowadza się do prostego rachunku zysków i strat. Dzięki strukturze wahadłowców, ich loty mogły odbywać się znacznie częściej, misje STS trwać mogły zaledwie dwa tygodnie, a na pokładzie było miejsce dla ponad dwukrotnie większej liczby załogantów niż na pokładzie Sojuza. Oznaczało to, że w kosmos na krótką misję często latać mogli specjaliści znający się znakomicie tylko na jednej rzeczy – ale nie mający pojęcia o niczym innym. Ograniczenie rozmiaru załogi do trzech osób wynikające z rozmiaru rosyjskiej maszyny spowodowało, że obecnie latający astronauci muszą być znacznie bardziej wszechstronni.

Na astronautach spoczywa też znacznie większy ciężar niż na innych ludziach pracujących w zawodach, w których trzeba być wszechstronnym. Zazwyczaj bowiem wszechstronność nie oznacza bardzo dogłębnej wiedzy we wszystkich dziedzinach – a jedynie umiarkowaną. Astronauci jednak nie tylko muszą się znać na wielu sprawach – od pilotażu, przez inżynierię mechaniczną, prowadzenie badań naukowych, po podstawową przynajmniej wiedzę medyczną – ale też muszą się na każdej z nich znać solidnie.

Autobiografia Hadfielda rzuca tutaj ciekawe światło na kierunek kariery, jaki mogą chcieć obrać przyszli potencjali astronauci. Hadfield mówi, że decyzję o zostaniu astronautą podjął mając 9 lat. Jest to może nieco wcześnie, ale prawda jest taka, że biorąc pod uwagę umiejętności potrzebne, żeby się do programów kosmicznych w ogóle zakwalifikować, są rozległe, a wiele z nich zdobyć można zaczynając tylko bardzo wcześnie.

Jedną z takim umiejętności jest bycie pilotem myśliwców, a także pilotem doświadczalnym. Chris Hadfield takim pilotem został – dzięki ciężkiej, solidnej pracy, co w swojej książce raz po raz podkreśla. Udało mu się nawet zostać w prestiżowej amerykańskiej szkole pilotów doświadczalnych najlepszym studentem na roku. Gdy lokalna gazeta chciała o tym napisać artykuł i skontaktowała się ze szkołą próbując znaleźć dobry tytuł artykułu, ktoś poradził by napisać „>>Kanadyjczyk zdobywa tytuł najlepszego pilota doświadczalnego<<  czy coś takiego”.

Z jakim tytułem artykuł ukazał się w druku? „Kanadyjczyk zdobywa tytuł najlepszeg pilota doświadczalnego czy coś takiego”. Hadfield odnotowuje, że tytuł sprowadził go szybko na ziemię. Kanadyjczyj nie stracił jednak rezonu i dalej ciężko pracował.

Historia tego, jak Chris Hadfield dostał się do programu lotów kosmicznych, jak dostał się na swoją pierwszą misję, jak potoczyła się jego dalsza – i bardzo bogata i imponująca – kariera w NASA, jak wreszcie stał się dowódcą Misji 35 na ISS, w trakcie której zdobył serca milionów ludzi na całym świecie spędzając wolny czas na nagrywaniu filmików o życiu w kosmosie, jest historią bardzo ciężkiej pracy z odrobiną sprzyjających okoliczności przyrody (których wszyscy odrobinę mamy, nawet jeśli nie chcemy się do tego przyznać).

Hadfield podkreśla notorycznie, że astronauci wbrew pozorom nie są bandą naładowanych testosteronem pozerów uganiających się za kolejną dawką adrenaliny – a także, że ich praca jest znacznie mniej widowiskowa, niż się nam może wydawać. Większość czasu spędzają bowiem ćwicząc, pomagając w rozwoju zarówno procedur jak i technologii, pracując w obsłudze naziemnej (Hadfield sam spędził kilka lat jako CAPCOM, czyli główny naziemny kontakt załogi ISS). Wielu z nich nigdy w kosmos nie leci – a dzisiaj jest to przez ograniczenia Sojuza jeszcze bardziej trudne, niż zaledwie 10 lat temu.

Pomimo tych ostrzeżeń, samo życie Hadfielda jest jednak inspirującym przykładem tego, że to, że coś wydaje się niemożliwe, nie oznacza, że rzeczywiście jest. W momencie gdy Chris Hadfield zdecydował bowiem, że chce życie poświęcić lataniu w kosmos, poza naszą planetą nie znalazł się jeszcze żaden Kanadyjczyk. Gdy Hadfield uczył się pilotażu, Kanadyjska Agencja Kosmiczna wybierała dopiero swoich pierwszych astronautów. Gdy składał podanie do tej agencji kilka lat później, zmierzyć się musiał z ponad 5000 innych kandydatów. W kosmos na swoją ostatnią misję niemal nie poleciał z powodów zdrowotnych – a wiele osób takie problemy, których mogą nawet nie być świadome, dyskwalifikuje już na starcie. Skutkiem tych wszystkich niemożliwości i trudności był dowódca misji z talentem muzycznym.

Jeden Polak w kosmosie już był. Ciężka praca i przekonanie, że może się udać, nawet jeśli nie do końca wiemy w tym momencie jak, być może na orbitę wyślą kiedyś kolejnego rodaka. W międzyczasie jednak z zapałem śledzić powinniśmy obecną misję, w ramach której załoga wykonywać będzie kilka bardzo ciekawych doświadczeń naukowych. W kosmos ponoć poleciał na przykład sekwencer DNA (niesamowita zabawka, o której kiedyś pisałem) – zapewne więc na blogu na ten temat pojawi się więcej.

Tym kosmicznym wpisem kończę też konkurs, którego nagrodami są dwie autobiografie Hadfielda: nagrody wędrują do Marcina Lachowskiego oraz Pawła Kurzydłowskiego za to, że im się chciało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s