Europa staje wydawcom okoniem

Taki mały wpisik, coby wspomnieć o wydarzeniu, które miało (ma wciąż) miejsce, a o którym, na ile jestem w stanie stwierdzieć, polskie media nie donoszą. Bo może i po co, wiadomość jest raczej z kategorii tych fachowych – więc Czytelnicy niezwiązani specjalnie ze światem akademickim muszą mi tę dygresję wybaczyć, zwłaszcza po tak długiej przerwie w pisaniu.

Od zeszłego roku trwają negocjacje pomiędzy konsorcjum zrzeszającym niemieckie uniwersytety a wydawczniczym molochem dominującym rynek naukowy, Elsevierem. O co chodzi? Otóż chodzi o gargantuiczne opłaty subskrypcyjne dające akademikom dostęp do czasopism fachowych. Takie subskrypcje są solą w oku uczelnianych bibliotek z wielu powodów – głównym jest ich dojący biblioteki do zera koszt. Niemieckie uczelnie postanowiły powiedzieć dość i odmówiły płacenia subskrypcji w proponowanych przez Elseviera cenach.

Konsorcjum miało nadzieję wypracować z wydawnictwem układ, w ramach którego część opłat subskrypcyjnych służyłaby do pokrycia kosztów publikowania w modelu otwartodostępowym (ang. open access). Te nadzieje prysły na początku tego miesiąca, kiedy to wydawnictwo, które do tej pory pozwalało niemieckim badaczom korzystać ze swoich zasobów w oczekiwaniu porozumienia, odcięło im dostęp. W tym samym czasie dostęp stracili też badacze ze Szwecji, gdzie podobne konsorcjum także odmówiło płacenia Elsevierowi.

Trudno na chwilę obecną stwierdzić, co to wszystko oznacza i co może się na skutek tej sytuacji zmienić. Czy Elsevier zmięknie i albo obniży stawki (szczerze wątpię) albo pójdzie na kompromis z kwestii dopłacania do publikacji open access z budżetu subskrypcyjnego (być może)? Nie wiadomo – każda ugoda bowiem byłaby sygnałem dla innych krajów, że z monopolistą można negocjować oraz że w kupie siła. Z drugiej strony jak na razie nie wygląda na to, żeby brak dostępu do pism Elseviera miał Niemcom specjalnie zaszkodzić. Dostęp do pism i prac wciąż można wykupić indywidualnie albo w ramach pay-per-view. Ograniczenie dostępu nie oznacza też, że wydawca nie będzie prac Niemców publikował. Wiele prac znaleźć można też w innych archiwach albo – w akcie desperacji – na pirackim serwerze Sci-Hub.

Próbując wymusić akcję niemieccy badacze nawołują do bojkotu Elseviera – do niepublikowania w periodykach tego wydawnictwa, do niewykonywania redakcyjnych obowiązków, do odmawiania recenzji. Po naukowych internetach roznosi się nawoływania do wsparcia tego bojkotu. Warto jednak pamiętać, że bojkot Elseviera już trwa – co najmniej odkąd w 2012 Timothy Gowers rozpoczął internetową akcję w tym kierunku. Pod jego apelem bojkot Elseviera do tej pory zadeklarowało 17 tysięcy osób z całego świata. Na zyskach Elseviera nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia…

Warto tutaj być może dodać, że Niemcy i Szwecja należą do klientów z wyższej półki – to znaczy takich, których strata może Elseviera zaboleć, zwłaszcza jeśli pociągnie za sobą inne kraje. Jednocześnie jednak umowy Elsevierowi wypowiedziały jeszcze dwa kraje – maleńki Tajwan oraz Peru, które do niedawna było na liście krajów najbiedniejszych, w których dostęp do prac większość wydawców oferuje za darmo. Ostatnio jednak sytuacja gospodarcza kraju poprawiła się na tyle, że wypadł on z listy gwarantującej darmowy dostęp – ale nie na tyle, aby było go stać na dostęp płatny! Takich krajów jest na świecie znacznie więcej i być może warto podkreślić, że niemieckie i szwedzkie uczelnie nie walczą o niższe stawki dla siebie – są za to bardzo ważnym proxy dla uczelni w krajach biedniejszych.

Na koniec chciałbym wspomnieć o interesującym kazusie. W 2010 Uniwersytet Medyczny Karoliny Południowej (MUSC) zrezygnował z pełnej subskrypcji pism innego z dużych wydawnictw – Wiley. Zamiast płacić za nieograniczony dostęp do całego portfolio pism (z których większość nikomu nie była potrzeba) uczelnia zachowała subskrycję do zaledwie kilku tuzinów najważniejszych czasopism (76 z pakietu 1800) i przeszła na system pay-per-view. Koszt takiego rozwiązania okazał się o połowę niższy. Jest więc nadzieja, że bez dużych subskrypcji da się żyć – a na zaoszczędzone pieniądze na pewno znalazłby się jakiś szczytny akademicki cel…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s